sobota, 24 stycznia 2015

"Wreszcie będziemy razem na zawsze..." THE END

 Myślę że  podobało wam się opowiadanie <3

"Prawdziwa miłość nigdy nie umiera..."


ROZDZIAŁ 5
*Stałem sam w ogromnym domu, był pusty bez mebli ludzi... Na zewnątrz nie było żywej duszy... Czy tego właśnie chciałem? Chciałem zostać sam ze sobą, cierpieć bez nikogo. Nie widząc uśmiechu bliskich otaczających mnie, nie słysząc jak sie śmieją. Nie czuć  że jednak jest ktoś kto mnie kocha i potrzebuję.Sądziłem że tak będzie lepiej jak wszyscy się ode mnie odwrócą, wtedy  będę sam i nikt nie zginie na moich oczach, przy mnie. Nie mówiłem nikomu co mnie boli co mi jest, odrzucałem wspracie  innych chociaż potrzebowałem go. Wszystko niszyczyło mnie od środka, udawałem zimnego i złego i wyżywałem się na tych którzy chcieli mi pomóc.Nie potrafiłem otworzyć się przed bliskimi, pomiatałem nimi jak jakimiś zabawkami, bawiłem się uczuciami Yumi bo chciałem ją od siebie odsunąć mimo że jest dla mnie cholernie ważna. Zbyt dużo się wydarzyło żeby dalej być takim potworem.*
Powoli otwierałem oczy.
- No wreszcie Hyung,myślałem że już się nie zbudzisz.= usłyszałem głos Daehyuna.
- Nie mam zamiaru prędko umierać.= powoli  ogarniałem co się ze mną dzieje i gdzie jestem.- Gdzie jest  Yumi?= zaniepokoiłem się.
- Leży w sali pooperacyjnej.= powiedział maknae wchodząc do sali.
- Miała operację? Co ci się stało w rękę?= miał zabandażowaną rękę.
- Tak miała ale nic więcej nie wiemy,a to nic draśnięcie.
- Tak wgl. to co wy tutaj robicie? Czemu nie jesteście u niej?
- Bo nie można do niej wejść, jej ojczulek u niej cały czas siedzi a jacyś dwaj  goście nie wpuszczają nikogo prócz pilęgniarek i lekarzy nawet jej mamy nie wpuścili, Himchan cały czas  się z nimi awanturuje.= odpowiedział Jongup.
- Żartujesz sobie?!
- Ani.=spoważniał.
- Co to do cholery ma być?! Najpierw strzela do niej a teraz nagle kochanego tatusia zgrywa?! = próbowałem wstać.
- Hyung nie możesz wstawać.= ruszył w moja stronę Youngjae.
- Nie pozwolę na to żeby ten idiota nie wpuścił nikogo, choćby nie wiem jak bardzo bolała mnie noga wejdę tam.=pomógł mi wstać.
- Masz kule pomogą.= Zelo podał mi kule i ruszyliśmy do sali w której była Yumi.
Himchana było słuchać na końcu korytarza, dziwne że jeszcze nikt nie przyszedł i go nie uciszył. Widać było 2  facetów kłócących się z Himchanem.
- Jakiś problem macie do niego?= spokojnym jeszcze tonem powiedziałem do dwóch typów.
-  Nie rozumie że nie wejdzie do sali ale awanturuje się dalej.= aż miałem ochotę zajebać mu tą kulą w łeb.
- Hola hola ma prawo wejśc do swojej siostry więc nie widze powodu abyście nie pozwolili mu wejść.
- Nie wejdzie tam nikt oprócz  pielęgniarek i lekarzy, taki may rozkaz i koniec.
- Kto wam go dał? Ten dupek co tam siedzi?= ciśnienie się podnosiło powoli.
- Kolego hamuj się.= powiedział drugi ruszając w moją stronę.
- Bo co?  Teraz udaje świętego i przy córeczce siedzi a tak to do niej strzela?= zaraz naprawdę mu przypierdole.
- Nie interesuje nas jego życie prywatne, dał rozkaz i my go wypełniamy a poza tym jest dobrym policjantem i jest starszy od ciebie.
- A mnie nie interesuje że macie rozkaz pilnować sali bo chce tam wejść.
- Oj młody i tak masz już przesrane także nie podskakuj.= zaśmiał się.
- Do więzienia?  Nie będę podskakiwał jak zejdziesz mi z drogi.= nikt nie wtrącał się w dyskusję.
- Powiem ci po przyjacielsku odejdź i nie pogarszaj sobie.=Bum ciśnienie skoczyło ponad normy.
- Nie chciałeś po dobroci i zmusiłeś do użycia siły.= uderzyłem go kulę w łeb jak wspominałem wcześniej.= Moim przyjacielem na pewno nie byłeś nie jesteś i nigdy nie będziesz.
- Nie żyjesz.= drugi wyciągnął spluwę.
- Strzelaj, dawaj pokaż jaki to nie jesteś.=nie udało mu się wystrzelić bo Youngjae go położył.
- Nie posłuszny ten pies nie chciał zejść z drogi.= weszliśmy do sali, za nami weszła mama  Yumi.
- Teraz co  takiego kochanego tatusia zgrywasz a wcześniej strzelasz do własnej córki? Myślisz że co? Że nie zabije cie?
- Nie zrobisz tego bo Yumi cie znienawidzi.= odezwał się nie odwracając do mnie.
- I tu się mylisz! Nie znasz swojej córki, zresztą ona cie nie interesowała nigdy.= odezwała się mama  Yumi.
- On ją porwał żeby mi dopiec a ty go bronisz?!= krzyknął odwracając się do nas.
- Ale nie zrobił jej krzywdy, nie zabij jej nie uderzył a ty? Nie dość że nie zrobiłeś nic w celu odzyskania jej to jeszcze strzeliłeś do niej. Jesteś dupkiem.=wstał i wyjął z kieszeni pistolet.
- Niech nikt się nie rusza bo ją zabije!=krzyczał celując pistoletem w Yumi.
Myślałem jak zrobić żeby wytrącić mu pistolet, w pewnym momencie  Himchan złapał za kulę i szybkim ruchem uderzył w ojca wytrącając mu broń. W tym samym momencie Yumi się odezwała.
- Co się dzieje?= wyglądała tak niewinnie.
- Nic, siedzimy przy tobie.= powiedział maknae.
- Cieszę się.
 Usiedliśmy blisko Yumi i gadaliśmy z nią.  Na jej twarzy zagościł uśmiech. Cieszyłem się że przebudziła się i wszystko jest okej. Potem wszyscy chcieli iść coś zjeść a w sali nie wolno było więc wyszli ja zostałem bo Yumi chciała.
- Oppa, to wszystko co mówiłam wcześniej że jesteś potworem i wgl. to nie prawda mówiłam tak w nerwach nie chciałam.
- Ani, to była sama prawda... Jestem potworem bo raniłem ciebie i chłopaków bo chciałem was chronić.
- Przed czym?
- Byłem zimny i skryty bo nie chciałem dzielić się bólem z nikim i  odsuwałem wszystkich od siebie tylko dlatego że jakby coś się miało stać żeby mnie zostawili i ratowali siebie żebym umarł i nie stracił nikogo... Przez śmierć rodziny nie chciałem już tracić bliskich, dlatego bałem się o ciebie nie chciałem żebyś się ścigała. Przez parę lat byłem sam, nie rozmawiałem z nikim i nie potrafiłem się otworzyć. Przepraszam, jeśli  mi nie wybaczysz zrozumiem.
- Wybaczam ci.= uśmiechnęła się.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę <3 A chciałabyś zostać moim skarbem ?=przygryzłem dolną wargę.
- Nawet nie wiesz ile czekałam na te słowa.=przytuliła mnie.
 W tej chwili poczułem że mam wszystko. Yumi była najważniejsza, nie mogłem  jej stracić raz było blisko.
Posiedzieliśmy do wieczora  wszyscy,potem reszta wróciła do domu a ja zostałem z Yumi. Jej ojca zabrali, miał złamany nos a tamci goście nawet nie wiem. Nie  mogłem zasnąć, cały czas wpatrywałem się w śpiącą Yumi. Wiedziałem że muszę  się zmienić dla Yumi, muszę przeprosić chłopaków i pogadać z nimi. Teraz musiałem uważać na Yumi bo  jej brat by mnie zabił ale mniejsza z tym. Co będzie dalej? Nie wiem jak życie się potoczy  wiem na pewno że Yumi musi wyjśc ze szpitala i muszę mieć zdrową nogę a dalszy scenariusz losu napisze życie, będziemy grać tak jak jest nam napisane. Z myślenia wybił mnie dźwięk maszyny która wskazywała tętno człowieka. Tętno  Yumi spadało dosyć szybko, zawowałem pielęgniarke. Ona tylko weszła zobaczyła na maszynę i poszła po lekarza. Ten szybko przyszedł i zaczął reanimować Yumi, nie dawał nic  masarz serca więc wziął wstrząsy. Tętno dalej spadało a ja krzyczałem.
- Yumi, musisz żyć! Nie zostawiaj mnie samego!!
W końcu lekarz podłączył Yumi do respiratora , zrobił jej tym urządzeniem też prześwietlenie.
- Panie doktorze co z nią?
- Dowiem się jak otrzymam wyniki, ale teraz trzeba czekać.
Zadzwoniłem do chłopaków. Przyjęchali nawet szybko  bo po 15 minutach. Siedziałem przed salą.
- Co jest?= spytał zaniepokojony Himchan.
-  Jej tętno zaczęło spadać i trzeba było ją reanimować ale nic nie dało i podłączył ją do respiratora i prześwietlił i  mamy czekać na wyniki.
- O cholera.= usiadł obok mnie.
- Yumi to silna dziewczyna, nie umrze.= powiedział smutny Zelo.
- Miejmy nadzieje że przeżyje, jedyne co nam pozostało to modlitwa i czas.= powiedział Jongup wpatrując się w leżącą Yumi.
- Bóg nie pomoże, miał chronić tak? Nie widzę żeby ją chronił...= czemu Yumi? To ja tam powinienem leżeć i już dawno zdechnąć.
- Yongguk...= odezwał się Daehyun.
- Co? Gdyby Bóg istniał  i chronił ludzi to moja rodzina by żyła, Yumi  nie musiałby być podłączona do respiratora!= wydarłem się i podszedłem Jongupa.
Resztę nocy spędziliśmy na czekaniu, chłopaki się modlili. A ja? Nie wierzyłem już w niego.Z samego rana przyszedł lekarz z wynikami.
- Mam wyniki Yumi.= wszyscy jednocześnie wstaliśmy.
- Co się stało?= wyprzedił mnie Himchan.
- Serce Yumi przestało pracować ponieważ miała  nagły wylew poprzez strzał.
- Jakie są szanse że przeżyje?=zapytałem z nadzieją.
- Żadne, nie ma szansa na odratowanie. Nie żyje.Przykro mi.
=to był żart.
- Panie Doktorze to nie prawda, Yumi będzie żyć. Niech pan coś zrobi.= łamał mi się głos.
- Nie da się już nic zrobić, przykro mi.= odszedł.
Nie to nie może być prawda, Yumi nadal żyje i zaraz wstanie słodko się uśmiechnie i powie że wszystko  jest dobrze że nic jej nie jest i możemy wracać do domu, że będziemy na zawsze razem. Przytuli mnie mocno, wtule się w nią. Wszystko  będzie jak dawniej. Weszliśmy do niej.
- Odeszłaś zbyt szybko,  Bóg jest niesprawiedliwy bo odebrał nam cię a przecież byłaś młoda  i wiele  rzeczy przed tobą było.= powiedział płacząc Youngjae.
- Zawiodłem ciebie i mamę bo obiecałem że będę cię chronił,miałem być dla ciebie wsparciem.  Przepraszam.= załamał się Himchan.
-  Nie powinnaś tutaj być, powinnaś być z rodziną szczęśliwa i cieszyć się życiem.= Daehyunowi łamał się głos.
- Nie zasłużyłaś na śmierć, Bóg źle cie osądził.=popłakał się Jongup.
-  Czemu to zrobiłaś? Czemu odeszłaś wtedy kiedy jesteś potrzebna? Byłaś dla nas jak Anioł Stróż, troszczyłaś sie o każdego wywoływałaś u nas uśmiech  pomagałaś nam zawsze mogliśmy na ciebie liczyć...  Jesteś zbyt dobra na to by ginąć.= Zelo się załamał.
- Wszyscy mają rację, nie powinnaś tutaj być. Powinnaś się uśmiechać tak słodko jak zawsze, droczyć się ze mną, śmiać się z nami, mocno przytulać, cieszyć się życiem być z rodziną, mieć chłopaka który byłby lepszy niż ja dla którego nie narażałabyś życia i nie umarła przez niego. Byłaś dla mnie wszystkim, kiedy się uśmiechałaś cały świat się śmiał, kiedy  byłaś smutna z mojej winy czułem się jak ostatni dupek, codziennie dawałaś mi powód do życia i szczęścia mimo że nie byliśmy razem, kiedy przytulałaś mnie czułem się jak byłbym w raju.  Codziennie patrząc na ciebie bałem się że nadejdzie taki dzień w którym cię stracę na zawsze i to jest ten dzień. Straciłem wszystko, cały świat. Zostawiłaś mnie samego, mój jedyny Anioł odszedł.=nie wytrzymałem i zacząłem płakać.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę. Przed wyjściem złożyłem ostatni pocałunek na jej ustach. Powiadomiliśmy jej matkę i poszliśmy organizować pogrzeb. Przez kolejne dni  nie mogłem spać, nie chciałem jeść cały czas siedziałem zamknięty w pokoju.Wyszedłem dopiero wtedy gdy miał być pogrzeb Yumi. Tego dnia rano napisałem do Yumi list, nie miałem go wysłać miałem go spalić. Ogień spali słowa na popiół, a wiatr go uniesie i zabierze ze sobą ten ból który we mnie siedzi.
*Kochana  Yumi!
Wiem że zawiodłem bo miałem cię chronić, miałem dbać o ciebie. Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje, odkąd nie ma cię przy mnie nie mogę spać ani jeść odizolowałem się od świata i ludzi. Wciąż mam przed oczami twój piękny uśmiech, uwielbiałem patrzeć jak się uśmiechasz dla mnie wtedy cały świat się śmiał. Pamiętam jak przytuliłaś mnie mocno,wtedy czułem się jak w raju. Kiedy raniłem cię czułem się jak  najgorszy palant, chodziłem wkurzony na siebie ale przez to miałem cię chronić.
Nie wiesz jak bardzo nienawidzę się za to że przeze mnie umarłaś, byłaś dla mnie cały światem, to właśnie ty dawałaś mi powody do życia i szczęścia nie wyścigi nie wolność tylko właśnie ty. Tylko ty mi zostałaś po stracie rodziców a teraz już nie mam nikogo.Jesteś moim sercem mówiącym żegnaj.*
Wszyscy się rozeszli a ja zostałem, uklęknąłem przy jej grobie i zapaliłem list.Patrzyłem jak wiatr unosi mój ból coraz wyżej, po czym ostani raz spojrzałem się na grób.
-  Wreszcie będziemy razem na zawsze.= zamknąłem oczy.
*Artykuł w gazecie
Dziś rano na cmentarzu  zmarł młody chłopak. Przyczyną śmierci była tęsknota za ukochaną, chłopak zmarł przy jej grobie. Pochowali go tuż obok niej by zawsze mogli być razem. Niech spoczywają w spokoju*




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz