środa, 14 stycznia 2015

"Wreszcie będziemy razem na zawsze..." cz.2

Przepraszam że tak dłuugo musicie czekać ale szkoła nauka i mało czasu ;c  W sobotę albo w piątek postaram się dodać nowe rozdziały z  Kai'em  <3



"Zazdrość nie rodzi się z braku zaufania lecz ze strachu przed utratą bliskiej osoby..."

ROZDZIAŁ 3
*PERSPEKTYWA YONGGUKA*
Od środka mnie roznosiło, nie ma prawa jej dotykać jest moja. Powstrzymywałem Himchana choć nie wiem po co. Miałem ochotę mu porządnie przypierdolić.
- Odejdź od niej.= powiedziałem spokojnym tonem jeszcze, a ten nic zlał mnie w dodatku coś szepnął jej na ucho.- Mówię nie jasno ? Odejdź od niej.= ciśnienie ciągle wzrastało nie tylko mnie ale i  chłopakom jak widać też.
- Spokojnie, to tylko zwykłe szeptanie na ucho, nie wolno ?
- W towarzystwie się na ucho nie szepczę bo to nie kulturalne, mama cie nie uczyła ?=postanowiłem się uspokoić, zamknął się.
Wzięliśmy Yumi i szliśmy w stronę auta.
- Mam propozycje.=nie zwracałem na niego uwagi.- Może mały wyścig o twoją dziewczynę?= reszta zatrzymała się ja natomiast szedłem dalej. Chwilę potem czekałem przed autem na nich bo stali w bezruchu dobrą chwilę.
- Słyszałeś co on powiedział? Nie masz zamiaru się zgodzić.= powiedział Zelo.
- Nie ma takiej opcji Yumi zostaje z nami a ty nawet nie waż się z nim ścigać o nią bo nie jest rzeczą ani żadną nagrodą.= wkurzonym tonem odezwał się Himchan.
- Widzę że twojej siostrzyczce by się to podobało bo jakoś nie sprzeciwiała mu się kiedy ją do siebie przyciągnął ani kiedy jej coś szeptał i jeszcze jak by wygrał to była by  szczęśliwsza.
- Nie prawda! = zbulwersowała sie.
-  Jasne.. Mnie od razu byś się opierała poza tym wiadomo że to ci się podobało.
- Co ty możesz wiedzieć co mi się podoba a co nie ?! Ty byś tylko krzyczał i obwiniał wszystkich dookoła!= krzyknęła i weszła do samochodu.Za nią wszyscy. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w dormie, zamknąć się w swoim pokoju i  być sam, sam cierpieć i sam przeżywać, wspominać, być w bólu. Nie chce żeby nikt był przy mnie, zbyt wiele osób straciłem żeby  tracić kolejnych. W dormie wszyscy prawie poszli z Yumi do pokoju, ja jedynie zamknąłem się w swoich 4 ścianach.Byłem zmęczony więc zasnąłem nie pamiętając kiedy.
*Ja i ona, we dwoje  siedząc na przeciw siebie.Uśmiechała się do mnie słodko, powoli zbliżaliśmy się do siebie. Powiedziała że wszystko będzie dobrze, że nikt mi jej nie zabierze.W momencie kiedy nasze usta prawie sie stykały strzał prosto w jej serce które z każdą sekundą krwawiło coraz mocniej. Powoli osuwała się na podłogę, złapałem ją w ramiona. Otuliłem.Popatrzyła mi się w oczy, uśmiechnęła się i zaczęła ocierać mi łzy które spływały po policzkach niczym deszcz, delikatne łzy kapały na nią. Ocierała je. Wyszeptała że mnie kocha i że przeprasza po czym zamknęła oczy na zawsze.Krzyczałem z rozpaczy że straciłem  jedyną osobę która pokochała mnie oraz wybaczyła mi łzy które przeze mnie wylała.Wtedy poczułem że straciłem wszystko*
Obudziłem się cały spocony.To był tylko sen.Poszedłem do łazienki  wziąć prysznic.Czemu akurat śniła mi się Yumi? Czemu umarła w moim śnie? Czyżbym coś do niej czuł? Nie, to niemożliwe jest tutaj dopiero 2 dzień a ty coś już do niej czujesz?
Nawet jeśli tak to nie możesz z nią być, jej ojciec by na to nie pozwolił poza tym ona nie kocha takiego potwora jak ty.Wyszedłem po jakichś 15 minutach.Usiadłam na łóżku i wpatrywałem się w rodzinne zdjęcie. Pamiętam ostatni wspólny dzień. Tego dnia wszyscy siedzieliśmy w ogrodzie, mama i Natasha szykowały do stołu tata robił  grillował ja i Youngman graliśmy w piłke.Wszyscy byli uśmiechnięci, szczęśliwi. Kiedy zasiedliśmy do stołu tata kazał odmówić mi modlitwę która była tradycją przy wspólnym posiłku, od małego wpajano mi że Bóg ma nas wszystkich chronić to było kłamstwo. Po skończonej modlitwie zaczęliśmy jeść w tym samym momencie do ogródka wbiegli zamaskowani ludzie z pistoletami. Nie wiadomo z jakiego powodu zaczęli do nas strzelać. Mój brat bliźniak ochronił mnie własnym ciałem, nie udało im się mnie zabić bo  policja przyjechała. Zabito mi rodzinę za nic, go komuś się to podobało.Wtedy popatrzyłem się  w niebo i zacząłem płakać i krzyczeć do Boga że go nienawidzę, miał nas chronić. Przed chwilą modliłem się o to aby nikt mi nigdy nie odebrał tego co najcenniejsze rodziny. Poprzysiągłem że znajdę i zabiję tych wszystkich którzy odebrali mi rodzinę.Nie chce już nikogo więcej stracić dlatego próbuje być zimny dla wszystkich ważnych, dlatego nikomu o niczym nie mówię.
- Hyung.= wszedł Daehyun.
- Co?
- Wołaliśmy cię na kolację ale nie słyszałeś więc przyszedłem.
- Brałem prysznic, zaraz przyjdę. Yumi też ma z nami siedzieć.
- Arasso.= wyszedł.
5 minut potem poszedłem na kolację. Yumi, usiadła na przeciwko mnie.Himchan tuż obok niej,był dla niej jak Anioł Stróż. Tak jak kiedyś ja, Youngman i Natasha. Zaczęli modlitwę, nie  brałem w niej udziału.
- A ty czemu nie modlisz się?= zapytała się Yumi wrednym głosem.
- Bo dla mnie to jest wszystko kłamstwo, Bóg nie istnieje. Chora tradycja.
- Chore? Chory to ty jesteś, Bóg  nas chroni i  umarł za nasze grzechy i za nas.Kocha nas, zapomniałam nie masz pojęcia co to miłość przecież nikogo nie kochasz, nawet własnej rodziny pewnie nie kochasz.=  po raz pierwszy jej słowa były jak cios nożem w serce.
- Yumi...= szturchnął ją Zelo.
- Co ? Taka prawda, jest potworem który nikogo nie szanuje i nikogo nie kocha prócz samego siebie.= złowieszczo spojrzała mi się w oczy.
- Tak masz rację, nie kocham nikogo bo nikogo nie mam.= wyszedłem z dormu.
To co powiedziała zabolało równie mocno jak wtedy kiedy straciłem rodziców, cios nożem w serce od kogoś  w kim się zakochałeś.
- Hyung!= odwróciłem się.- Ona nie chciała ja to wiem. Przepraszam za nią.= Himchan zaczął przepraszać za Yumi.
- Wracaj do dormu.= odwróciłem się i poszedłem przed siebie.
Chodziłem przez 3 h. Po 2 wróciłem do dormu. Do pokoju weszła Yumi.
- Mianhe, nie wiedziałam ja... po prostu byłam zła za twoje zachowanie. Nie chciałam cię aż tak zranić.= łamał jej się głos.- Nie wiem jakie to jest uczucie ale spraw mi taki sam ból jaki ja tobie.= spuściła głowę i zaczęła płakać.- Wybacz mi proszę.=spojrzała się zapłakanymi i pełnymi bólu smutku  oczami.
Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.Wtuliła się we mnie.
- Przepraszam.= nie odzywałem się nic.
Staliśmy tak wtuleni na środku pokoju. Żadne z nas nie chciało się odrywać od drugiego.
- Wybaczysz mi? Odpowiedz proszę.= błagalnie się na mnie spojrzała we łzach, otarłem je.
- Ne.
- Nie chciałam tak powiedzieć.=posmutniała.-  Powiesz jak to się stało ? Jeśli odmówisz zrozumiem.
- Wszystko wydarzyło się po modlitwie. Tata poprosił mnie żeby odmówił modlitwę przy jedzeniu, poprosiłem go wtedy o to aby chronił moją rodzinę i nie pozwolił mi ich odebrać. Gdy skończyłem modlitwę  jacyś zamaskowani ludzie z pistoletami w dłoniach weszli do nas do ogródka i zaczęli strzelać bez powodu, mój brat bliźniak ochronił mnie zasłaniając własnym ciałem. Niestety mnie nie udało im się zabić bo policja przyjechała. Od tego momentu znienawidziłem Boga i obiecałem że zabiję tych którzy odebrali mi to co miałem najcenniejsze w życiu.
- Teraz rozumiem. Przykro mi...= spuściła głowę na dół.
- Nie przejmuj się... Późno jest  a ty pewnie zmęczona jesteś. Zaniose cię.
- Nie potrzeba dam radę, czuje się źle z tym co powiedziałam.
- Przestań...
- To oni?= wzięła zdjęcie.
- Ne. Było robione przed śmiercią.= odstawiła zdjęcie i wtuliła się we mnie.
Praktycznie usypiała wtulona we mnie, zaniosłem ją do jej pokoju. Youngjae miał rację, spała tak słodko że aż żal było ją budzić. Przed wyjściem pocałowałem ją w czoło. Kładąc się spać zadzwonił mi telefon.
- Czego chcesz?= dzwonił nie kto inny jak Eric.
- Nie wiem czy usłyszałeś ale miałem dla ciebie propozycję żeby ścigać się o twoją  laskę.
- Słuchaj nie będę się ścigać o nią bo nie jest rzeczą ani nagrodą. Znajdź sobie swoją i o nią się ścigaj.= rozłączyłem się.
Jeszcze tego brakowało żebym się ścigał z tym chujem o Yumi, nie oddam jej.
ROZDZIAŁ 4
*PERSPEKTYWA YUMI*
 Mijały dni  od kiedy Yongguk mnie porwał, nic się nie zmieniło., no prawie.  Od kiedy  zraniłam wtedy Yongguka nasze relacje stały się dziwne, kiedy byliśmy sami to Yongguk mnie całował a ja nie potrafiłam mu odmówić zdarzało się to rzadko ale zdarzało. Kiedy myślałam że się zmienił to wszystko runęło  i był taki sam jak na początku zimny i bezwzględny. Tyle że teraz wiedziałam o nim więcej. Często przyglądałam mu się i widziałam w jego oczach nie tylko gniew ale i ból. Jego oczy cały czas były przepełnione bólem. Zastanawiałam się co go tak bolało, nie uśmiechał się nigdy cały czas siedział sam nie pozwalał nikomu jeździć nigdzie samemu.Pytałam się chłopaków ale żaden nic nie wiedział, żadnemu nic nie mówił.
- Dzisiaj kolejne spotkanie z Ericiem, jak coś będzie znowu do ciebie  to obiecuje że nikt mnie nie powstrzyma nawet Yongguk.=powiedział poważnym i stanowczym tonem Himchan.
- Spokojnie, po co robić aferę jak zawsze można go pocisnąć? Jesteś porywczy braciszku.
- Tak jak ty, obydwoje porywczy i nieobliczalni.= powiedział lider.
- Ty za to jesteś strasznie spokojny wobec niego.= oburzyłam się.
- Szkoda robić aferę i szkoda nerwów a poza tym jest mniej irytujący od ciebie.= czasami miałam ochotę go spoliczkować.
I znowu to samo.
- A jednak udało wam się przyjechać, miło znowu was widzieć.
- Was? Raczej Yumi nie nas.= Yongguk i Eric cisnęli się równo.
- A tak,od twojej mordy dzień się psuje.= zaśmiał się. Owszem Yongguk jest zimny i wgl. ale nie powiem że nie jest przystojny bo jest <3
- Dziwie ci sie bo jakoś ja ją widzę co dzień rano i dzień mi się nie  psuje ale jak widzę twój uśmieszek to zastanawiam się czemu sąsiedzi jeszcze żyją.= odezwał się Żelek, przybiłam z nim piątkę.
- Młody i nie wychowany to leży w naturze Banga. Jaki ojciec taka rodzina.
- Ale pamiętaj że zawsze znajdzie się dobra matka która poustawia wszystko.= uśmiechnęłam się.
- Nie pasujesz do nich kotku.
-  Kłóciłbym się.= powiedział Himchan.
- Yongguk tak jak mówiłem wcześniej proponuje wyścig...
- Dobrze.= przerwałam mu, Himchan, Jongup, Daehyun i Youngjae spojrzeli na mnie zdziwieni.- Jak wygram nie zabijesz ani Yongguka ani żadnego z jego gangu i przeprosisz każdego z chłopaków za to co o nich mówiłeś, jak ty wygrasz...
- Jak ja wygram to będziesz moja i zabiję Banga.= przerwał mi. O nie na to ci nigdy nie pozwolę.
- Ani, jak ty wygrasz to będę twoja na jedną noc i nie zabijesz Yongguka.
- Zgoda.= łobuzersko się uśmiechnął i spojrzał oczami pedofila.
- Nie ma mowy!= zaprzeczył Himchan z Yonggukiem, Zelo wziął mnie na bok.
- Wiesz że Himchan i Yongguk się nie zgodzą.
- Himchana przekonam bo on wie  jak potrafię się ścigać gorzej z Yonggukiem.
- Spróbuje go przekonać.= Zelo poszedł pogadać z Yonggukiem.
- Dobra daje  ci kotku 3 dni na przygotowanie się, ścigamy się tutaj  od 20.00.
- Ani, ścigamy się na wzgórzu o 20.00 za 2 dni.
- Kotku widzę że  naprawdę chcę spędzić noc ze mną.= lider nie wytrzymał i przywalił Ericowi  z całej siły z pięści w twarz.
 Jacyś gostkowie podeszli do nas i chcieli zabrać Banga ale nie pozwoliliśmy im.
W dormie lider nie chciał ze mną gadać, był cholernie zły.
- Nie będziesz się z nim ścigać na wzgórzu. Chyba oszalałaś.
- Zrozum że wiem co robię.= niestety nie mówiłam przekonująco.
- Dobrze się czujesz?! Chcesz się szybkiej śmierci?! Mogłaś tak od razu to bym cię zabił i nie musiałabyś się ścigać!= krzyczał.
- Daj mi szanse! Wiem co robię, umiem się ścigać!
- Masz coś z głową, zabijesz się na tym wzgórzu!
- Nie masz nic do gadania i tak będę się z nim ścigać czy tego chcesz czy nie.= chciałam wyjśc z  pokoju ale złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie.
- Mam, jesteś u mnie więc jesteś na moich zasadach. Mam ci znowu zrobić krzywdę żebyś nie pojechała?=z jego pięknych czekoladowych tęczówek zrobiły się kruczo czarne nawet ciemniejsze.
- I tak bym pojechała.
- Co ci na tym tak zależy?
- Bo nie chcę żeby was zabił ani ciebie ani nikogo.= uwolniłam się z jego uścisku i ruszyłam do drzwi. - Mam nadzieję że będziesz na tym wyścigu.= powiedziałam wychodząc.
*PERSPEKTYWA YONGGUKA*
Nadszedł dzień wyścigu. Jak chciała Yumi tak i jestem. Eric był pewny siebie jak zwykle że wygra i przeleci Yumi, to był chory pomysł.
- Czemu jej na to pozwoliłeś?= spytałem Himchana.
- Bo ona dobrze wie co robi.
- Chce ścigać się z gościem który zawsze wygrywa w dodatku na niebezpiecznym terenie.
- Wiem jaka jest Yumi, spokojnie ona umie sie ścigać i nie da sobie w kasze dmuchać.= mówił spokojnym głosem Himchan.- I teraz patrz  uważnie.= zaczął się wyścig.
Już na samym początku było widać że Yumi ma przewagę choć nie wiem jakim cudem. Ale ten debil był zbyt pewny siebie. W sumie to też bym go pokonał. Dobra jest, Wygrała. Był zirytowany jak i przygnębiony w sumie to mu się nie dziwie, też bym taki był jakbym miał spędzić noc z Yumi. Ale to i tak się nie uda bo nawet się nie odzywa do mnie ;// Mieliśmy małą sprzeczkę. Stwierdziła że jest dla mnie nikim i ją wykorzystuję a ja debil przyznałem rację ale co miałem powiedzieć? Że mi cholernie zależy na niej? Że nie chce jej stracić? Nie chcę żeby cierpiała? Że chcę codziennie móc ją przytulać i całować?  Że chcę być dla niej wsparcie? Chcę żeby uważała mnie za bliską osobą?  Żeby mnie kochała? Że  nienawidzę jej ranić i nie lubie kiedy jest smutna?  Poza tym kto by pokochał kogoś takiego jak ja. Widziałem że Yumi się ucieszyła i wszyscy jej gratulowali, nawet ten skurwiel.
- No no kotku zagięłaś mnie. A już szykowałem wszystko na wspólną noc.=  ne tej jego mordzie pojawił się uśmiech.
- No niestety ale ze mną tak łatwo nie jest, będziesz musiał się nacieszyć kimś innym.= uśmiechnęła się.
- No niestety ale chociaż buziak dostanę?= myślałem że mnie rozerwie. Na to Yumi się zaśmiała i zbliżyła do niego, Himchan się zaśmiał Zelo był zdziwiony Jongup też, Daehyun i Youngjae  wybuchnęli śmiechem a ja  miałem kamienną twarz. Ich usta prawie się stykały, jego ręce z talii Yumi leciały niżej w momencie zacisnąłem pięść.
- Tym też będzie ktoś inny musiał cię nacieszyć.= odeszła od niego, a ja  z chłopakami wybuchnęliśmy śmiechem.
- Za wysokie progi.= powiedział  dumny Daehyun.
Wszyscy poszliśmy do baru nie daleko oblać zwycięstwo Yumi, jakoś nie miałem ochoty  więc poszedłem na spacer. Usiadłem i myślałem nad wszystkim. Po chwili dumania usłyszałem rozmowę Yumi i Himchana.
- Od pewnego czasu w sumie odkąd  jesteś u nas zauważyłem jak  patrzysz się na Yongguka i zachowujesz się wobec niego inaczej niż wobec reszty chłopaków.
- Może dlatego że tylko on jest dla mnie zimny i on wami rządzi i wgl.
- Ani, to nie to. Zakochałaś się w nim prawda?
- Ja... No... Ani... Ne...=chyba się przesłyszałem....  Yumi się we mnie zakochała. To by wyjaśniało że nie sprzeciwiała się jak się całowaliśmy, jak mnie przytuliła i przepraszała, jak się wkurzyła przez dzisiejszą sprzeczkę.. Podejrzewałem tak ale szybko odrzuciłem to podejrzenie.
-  Czemu mu tego nie powiesz?
- Oszalałeś?! Nie chcę zepsuć naszych kontaktów już masakrycznie poza tym i tak nie są one najlepsze, przecież on nawet nie nadaje się do związku i nie kocha mnie.. Wiem to.= i tu się mylisz.
- Skąd wiesz że nie polepszą się? Skąd możesz wiedzieć co on czuje?  Jest jedną wielką tajemnicą dla każdego, nikt nie wie co on czuje nikomu nic nie mówi.
- Wątpie że by się poprawiły...  Gdyby mnie kochał to nie traktował by mnie jak powietrze i nie wykorzystywałby mnie...=  gdybyś wiedziała to wtedy byś zrozumiała dlaczego taki jestem...
- No niby racja ale nie znasz jego myśli... Zresztą jak pogadasz z nim  to sie dowiesz...
-  Nie umiem mu tego powiedzieć...
- To ja to zrobię..
- Ani!
- To do cholery weź się dziewczyno  w garść i pogadaj z nim, jak ci zależy...= rozmowa się skończyła a oni wrócili do baru.
Teraz wszystko nabiera sensu... Po 10 minutach siedzenia i bezsensownego myślenia wróciłem do baru.Yumi do mnie podeszła.
- Oppa możemy pogadać?
- Ne.= wyszliśmy na zewnątrz.
- Bo ja chciałam...
- Chciałem cię przeprosić za to co powiedziałem dzisiaj.= przerwałem jej.
- Bo Oppa ja..= przeszkodziła nam policja,zaczęli strzelać w naszą stronę.Pociągnąłem Yumi żebyśmy schowali się za jakieś auto, kazałem jej tam siedzieć sam natomiast wyjąłem pistolet i postanowiłem strzelać do nich. Chłopaki poszli z drugiej strony, niestety dostałem w nogę i upadłem. Nie miałem siły wstać.Yumi wzięła pistolet i podbiegła do mnie strzelając do tamtych, pomogła mi wstać i schowaliśmy się do środka chłopaki nas osłaniali.Gdy tak sb leżałem to ujrzałem że strzelał do mnie ojciec Yumi i Himchana, w sumie to nie tylko do mnie bo i do Yumi też.
- Bardzo cie boli?= Yumi starała mi się zatamować krew.
- Teraz już nie., Yumi.= spojrzała się na mnie.- Słyszałem waszą rozmowę z Himchanem przez przypadek i...
- Oppa ja tak od początku coś poczułam ;c Wiem że ty nic nie czujesz...= przerwała mi po czym spusciła głowę na dół.
- Myliłaś się.
- Jak to?= spojrzała się na  mnie.
- Saranghae.= pocałowałem ją.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się huk, to był strzał. Strzał prosto w Yumi.Zdążyłem podnieść się i złapać ją. Tym co do niej strzelał okazał się jej ojciec. Myślałem że go zabiję.W momencie wszedł Himchan i strzelił do niego, trafił mu w ramię szkoda że go nie zabił.
- Yumi, nie zamykaj oczu! Patrz się na mnie!= krzyczałem.
- Ja ciebie też kocham.
Zadzwoniłem po pogotowie,ale po chwili straciłem przytomność.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz