niedziela, 12 lipca 2015

"Psychic Love."

Witajcie po długiej nieobecności. Przepraszam że was tak zaniedbałam ale szkoła, obowiązki itp. Ale teraz postaram się wrzucać na bloga częściej :)

Opowiadanie to powstało z współpracy  z Moją Kochaną Vickie.

Życzę miłego Czytania.

~ROZDZIAŁ1~
*Dwie dziewczyny. Przyjaciółki od dzieciństwa, Vickie i Julie od zawsze łączyła je miłość do Korei,  ale to nie jest tylko jedyna wspólna cecha. W domu Vickie jak i w domu Julie od zawsze można było spotkać pijanych rodziców,  którzy nie zwracali uwagi na swoje dziecko. Zawsze liczył się tylko alkohol. Julie miała o wiele gorzej już jako 8 latka była molestowana przez ojca . Obiecała sobie i Vickie, że gdy będą pełnoletnie wylecą do Korei uciekając od swoich rodziców.  Tak też się stało *


-Vickie rusz się!  Taksówka już jest!
- Biegnę! - Zeszły na parking samochodowy i wsiadły do taksówki.
- Na lotnisko poprosimy. - Uśmiechnęły się razem.
~ Po 20 minutowej jeździe wysiadły i udały się do odprawy ~
- Boże! Nie może to do mnie dojść! Za kilka godzin będziemy w Korei. Naszym nowym domu!  - Julie piszczała.
- Spokojnie.  Jak ja mam z Tobą wytrzymać ten długi lot samolotem? Mogłam wziąć te zatyczki no uszu. - Pokazała język Julie
- Ej no! - Fuknęła
- Oj no chodź. Już będziemy wsiadać do samolotu.  - Objęła ramieniem Julie i weszły razem do samolotu.
*Przez pierwszą godzinę rozmawiały o tym co muszą najpierw zwiedzić w Korei.  Później Vickie zasnęła a zaraz po niej Julie  *
- Vickie wstawaj! Zaraz lądujemy! - Uderzyła lekko ramię Vickie z uśmiechem na ustach.
- Co? Już? Tak szybko? - Zapytała zdziwiona.
- Tak! - Julie skakała że szczęścia po całym fotelu.
~Po 20 minutach obydwie wyszły z samolotu i udały się na parking gdzie stały taksówki i udały się do swojego nowego domu na przedmieściach Seulu ~
- Wow! Jaki piękny dom! - Julie zachwycała się salonem.
- To mój pokój! - Wykrzyczała nie wiadomo skąd Vickie.
- Ej no! Ten jest najlepszy!  - Fuknęła jak to miała w zwyczaju.
-Trzeba było tak długo stać w tym salonie? - Zaśmiała się i pokazała język Julie.
- No dobra idę do tamtego! A ty jeszcze popamiętasz!  - Warkneła i wyszła.
- Ja Ciebie tez kocham! - Krzyknęła tak głośno, żeby mogła usłyszeć.

*Na drugi dzień szły do nowej pracy,  którą znalazło im biuro pracy.  Znały dobrze koreański ponieważ jako dziecko się zaczęły go uczyć. Pracowały jako kelnerki w jednej z znanej restauracji w Korei. *

- Dzień dobry. Ja jestem Julie a to jest Vickie. - Ukłoniły się obydwie
- Dzień dobry. - Przywitał się właściciel restauracji.
- To jest Mark. Mark zaprowadzi was na zaplecze i pokaże gdzie są kamizelki dla kelnerów.  Pokażę wam również jak tutaj zacząć pracować. Życzę miłej pracy. 
- dziękujemy. - Ukłoniły  się
- Chodźcie za mną. - Ruszyły za nim na zaplecze i wybrały swój rozmiar kamizelki.  Następnie ruszyły do kuchni żeby roznosić gotowe jedzenie do odpowiednich stolików.  Tak minął im cały dzień pracy. 
~Po 8 godzinach wróciły do domu zmęczone ~
- Ale jestem padnięta! Myślałam, że ta praca będzie łatwiejsza. - Julie jak zwykle fuknęła
- Nie marudź! Ciesz się, że nie jesteśmy w Polsce. A tak w ogóle to widziałaś tego kolesia co ciągle się na nas patrzył?
- No tak widziałam.
- Zdawało się, że nie patrzył na nas z miłym wyrazem twarzy. Jakiś rasista czy coś?
- Haha. Vickie głupia jesteś.  Idź już spać bo bredzisz.  - Zaśmiała się z pytania Vickie.
- No dobra.  Dobranoc.- Pocałowała w policzek Julie i poszła do swojego pokoju.

*Tak mijały im tygodnie. Praca,  dom,  zwiedzanie i tak w kółko. Ciągle widziały tego tajemniczego mężczyznę w restauracji,  którego twarz nie wyrażała żadnych emocji. *

- Vickie! Musimy dzisiaj zostać do późna! - Julie popatrzyła zdenerwowana na Vickie.
- O nie. Czyli wracamy dzisiaj do domu po 22 - Popatrzyła ze smutkiem w oczach na Julie.
- Niestety. Chodź już bo szef wzywa. Musimy podawać jedzenie.
~ Po skończonej pracy wyszły z restauracji. Na ulicach Seulu panowała już ciemność.  Jedynie oświetlały je latarnie. Widok był piękny. Szły do domu do którego od restauracji mają 30 minut drogi.  Rozmawiały o wszystkim i o niczym. Już odkąd wyszły z restauracji czuły, że ktoś za nimi podąża, ale nie przejęły się tym zbytnio ponieważ mógł to być inny kelner z restauracji, który został z nimi do późna. Zaczęły się lekko tym przejmować gdy ciągle miały uczucie,  że ktoś za nimi idzie jak ta osoba nie skręciła do żadnej uliczki w której mieszka inny pracownik. Znały już wszystkich kelnerów i dobrze wiedziały gdzie skręcają.
Postanowiły przyspieszyć,  ale teraz mogły dokładnie usłyszeć kroki innej osoby. Spojrzały na sobie i powiedziały do siebie szeptem 'biegnij'. Zaczęły biec osoba za nimi również zaczęła biec. Biegły i nie z daleka słyszeli bieg osoby myślały, że zdarzą uciec,  ale obydwie na coś wpadły jak się okazało wpadły na dwie osoby *
- Przepraszam. - Ukłoniły się szybko i znów chciały biec,  ale powstrzymał ich ucisk na ramionach.

~ROZDZIAŁ2~
- Dokąd to się panienki wybierają?-odezwał się wysoki brunet, dziewczyny przeraziły się.
- Do domu.- odezwała się przerażona Vickie
- Chętnie was odprowadzimy.-usłyszały głos tego który biegł za nimi.
- Nie trzeba.-dziewczyny sparaliżował strach, nie mogły uciec ponieważ silne ramiona dwóch mężczyzn zatrzymywały je.
Dziewczyny zaczęły się szarpać ale bezskutecznie, po chwili zaczęły wołać o pomoc ale to też okazało się bezskuteczne ponieważ mężczyźni uśpili dziewczyny i zanieśli je do swojej furgonetki. Zawieźli je do swojej kryjówki poza miastem. Był to ogromny dom za miastem który należał do lidera czyli D.O. Najpierw D.O wraz ze swoimi dwoma ochroniarzami zanosi dziewczyny do salonu żeby pomyśleć co z nimi zrobić oraz pokazać reszcie bandy.
- No to co z nimi robimy ?-spytał jeden z ochroniarzy D.O
- Nie wiem, na pewno nie przydadzą się gdy są uśpione.- rozmyślał co zrobić z dziewczynami, jedynym pomysłem jaki mu przychodził do głowy to zostawić w jakimś pokoju oddzielnie i poczekać  aż się obudzą i wtedy będzie można się z nimi zabawić.
- Ja chętnie zabawiłbym się z tobą brunetką.-powiedział ochroniarz Kai podchodząc do Vickie i zbadał ją wzrokiem.- Daj mi ją na tę noc.-oblizał wargi a w jego oczach pojawiło się pożądanie.
- No dobrze.- Z niechęcią zgodził się lider,ale  nic innego nie mógł zrobić z  Vickie.
Kai pospiesznym krokiem ruszył do swojego pokoju na samej górze.Przez całą drogę towarzyszył mu uśmiech a jego niespełniona  fantazja domagała się coraz bardziej.  Od razu po wejściu brunet zamknął drzwi a Vickie rzucił na łóżku. Zaczął się jej przyglądać. Chciał zacząć rozbierać dziewczynę ale wolał się z nią trochę zabawić więc przywiązał jej dłonie do łóżka tak aby mógł w każdej chwili brutalnie wejść od tyłu jak i od przodu. Chłopak nie chciał czekać aż dziewczyna się obudzi bo przecież nie będzie miał żadnej satysfakcji, na szczęście dobrze wiedział co zrobić żeby obudzić dziewczynę. Wystarczył okropny wręcz odpychający zapach aby postawić na nogi. Kai bez chwili namysłu sięgnął do  szafki po flakonik z zapachem i przystawił Vickie pod nos. Po chwili brunetka zaczęła otwierać oczy.
- Gdzie ja jestem?-starała się poruszyć.
- Nie bój się Kai i jego przyjaciel chętnie się tobą zajmą.- Na twarzy bruneta pojawił się łobuzerski uśmiech a w oczach miał iskierki podniecenia.
- Wypuść mnie!= Vickie zaczęła krzyczeć z rozpaczy.
- Krzycz ile chcesz bo i tak cię maleńka tutaj nikt nie usłyszy.- Usiadł koło niej i kciukiem zaczął jeździć  Vickie od kolana wyżej, dziewczyna leżała bez ruchomo bała się.
- Uważam że te spodnie są niewygodne prawda?- Bez zgody zdjął  spodnie i rzucił w kąt pokoju.
- Ooo, teraz o wiele lepiej.- Tym razem Kai  całą rękę muskał delikatnie skóry.
- Nie rób mi krzywdy proszę.-  Zaczęła płakać ze strachu.
- Ależ nie bój się, chce się tylko trochę zabawić. Jeśli spełnisz moje pragnienie dam ci spokój.- Otarł łzę i uśmiechnął się.
Ręka bruneta wędrowała coraz wyżej aż dotarła do stanika.
- Chyba ta koszulka jest za ciasna nie sądzisz?- Jednym szybkim ruchem zerwał z  Vickie bluzkę i rzucił tam gdzie spodnie.
- Coraz bardziej mi się podobasz.- Oblizał wargi.
Vickie leżała wciąż płacząc i modląc się w duchu aby z nieba przyszedł jej ktoś na ratunek, bała się Kai'a. Chciała jak najszybciej znaleźć Julie i uciec stąd jak najdalej.Wzrok bruneta rozsadzał dziewczynę od środka, palił.
- No nie,ta bielizna nie jest dopasowana do twoich atutów więc jej także się pozbędziemy.- Zwinnym ruchem zdarł z dziewczyny ostatnie rzeczy z  garderoby.
 Na widok nagiej dziewczyny męskość Kai'a zaczęła w szybkim tempie rosnąć, w jego bokserkach robiło się coraz ciaśniej. Jego pożądanie i podniecie wzrastało równie szybko co przyrodzenie. Zdjął z siebie koszule, potem spodnie i został w samych bokserkach. Na ten widok dziewczyna zaczęła się szarpać, nie tak miała stracić dziewictwo nie w ten sposób, nie zgwałcona. Chciała przeżyć swój pierwszy raz z kimś kogo pokocha. Zaczęła krzyczeć, wołać o pomoc kogokolwiek ale nie udało jej się ponieważ chłopak zakneblował jej usta, po czym zostawiał  ślady na jej szyi. Schodził niżej aż dostał się do sutków, najpierw zaczął wyznaczać kółeczka językiem a potem zaczął ssać i przygryzać. Dziewczyna płakała i wydawała z siebie dźwięki niezadowolenia, to bolało ale chłopak miał z tego satysfakcję. Z Sutków zszedł niżej do pochwy. Szybkim i zwinnym ruchem włożył dwa palce do pochwy na co dziewczyna jęknęła z bólu a Kai'a to podniecało.  Jedną ręka wykonywał szybkie ruchy  w Vickie a drugą masował swojego członka. Wyjął palce i na oczach Vickie polizał je.
- Jesteś smaczna.- Oblizał wargi po czym włożył język do wnętrza pochwy i poruszał nim we wszystkie możliwe strony sprawiając ogromny ból Vickie. Brunetka czuła ból w dolnych okolicach, czuła język  Kai'a ale to nic w porównaniu co chłopak zrobił chwilę później. Kiedy poczuł pragnienie wejścia w Vickie zerwał z siebie bokserki. Wpierw żeby się nakręcić bardziej zataczał kółeczka po czym powolnym ruchem wchodził w dziewczynę na co odpowiedzią były jęki i postękiwania dziewczyny. Im wolniej tym bardziej się nakręcał a jego penis domagał się bliższego spotkania. Nakręcony chłopak  dość szybko wszedł w dziewczynę. W momencie  Vickie przeszył ogromny ból w okolicach podbrzusza który rozrywał ją od środka, wydobyła z siebie głośny jęk, im bardziej sprawiał jej ból tym bardziej dziewczyna płakała. To co przeżywała było dla niej koszmarem, chciała żeby to był tylko zły sen  który zaraz się skończy. Całe jej ciało było sparaliżowane przez ból, dziewczyna zaczęła się rzucać na wszystkie możliwe strony ale to sprawiało jej jeszcze większy ból. Kai poczuł jak jego członek zaczyna powoli rosnąć we wnętrzu dziewczyny więc wykonywał coraz szybsze ruchy  tym samy łapiąc Vickie za pośladki i ściskając je mocno sprawiając jeszcze gorszy ból. Czuł że zaraz to zrobi. Coraz szybciej i szybciej poruszał się i coraz mocniej ściskał pośladki Vickie aż do momentu tak długo wyczekiwanego. Nasienie bruneta wypełniło Vickie, w tym momencie dziewczyna poczuła ogromny ból który po chwili ustał pod wpływem ciepła które przeszyło jej ciało.  Spełniony już Kai opadł na poduszkę obok Vickie.
- Właśnie tego chciałem.- Pocałował ją w polik.
 To był koniec koszmaru, męczarnie skończyły się ale pozostał ból który zmniejszał się. Jednak to jeszcze nie był koniec, chłopak chciał poczuć smak ust dziewczyny więc wyjął jej chustkę i zaczął namiętnie całować przy czym jego ręce powędrowały na piersi dziewczyny.Na początku Vickie się opierała i znów zaczęła szarpać co i tak nic nie dawało, nie miała siły się opierać więc poddała się.
- Nie warto się opierać maleńka.



sobota, 7 lutego 2015

Nu'est. "Bałam się odrzucenia..."

"Nigdy nie przegap okazji aby powiedzieć Kocham Cię..."


ROZDZIAŁ1
Ponad rok minął odkąd widziałam mojego brata Arona. Tęskniłam za nim. Teraz jest w zespole i nie ma czasu wrócić do domu, do mnie ;/
Miałam nadzieję że odwiedzi nas bo w końcu wakacje i koniec szkoły *~* Poszłam wraz ze znajomymi oblać koniec szkoły xd Do domu wróciłam po 12, zasnęłam jak tylko rzuciłam się na łóżko. Śniłam o tym jak rzucam się z Aronem poduszkami. Z Aronem jestem bardzo złączona że tak powiem xd Niestety nie mamy wspólnego ojca bo ojciec bruneta zostawił mamę wraz z synem. Mój ojciec przyjechał do Korei z Polski więc jestem polką i Koreanką Na szczęście Aron zaakceptował mojego tatę. Obudził mnie rano stukot walizek, wytężyłam słuch i usłyszałam głos mojego kochanego braciszka. Wybiegłam z pokoju jak strzała i rzuciłam się na brata.
- Annyeong Oppa !! Wreszcie jesteś.= przytuliłam mocno brata.
- Annyoeng Venus ! Tęskniłem
- Ja też Oppa. Na długo przyjechałeś ?
- Ani.= Posmutniałam ;/ - Ale chcę żebyś pojechała ze mną.
- Chinjja ?!
- Ne.= rzuciłam mu się na szyje uradowana.- Appa, Eomma mogę jechać ? Jebal.= oczy kota ze Shreka zrobiłam.
- Arraso Venus.= przytuliłam rodziców.
- Kiedy wyjeżdżamy ? = spytałam przejęta.
- Jutro w nocy, o 3 mamy samolot.
- Idę się pakować.= wpadłam do pokoju i zaczęłam się pakować. Samo pakowanie zajęło mi około 1 h XDDDD Aron był zdziwiony że tak długo mi to zajęło.
- Pamiętasz jak mówiłem że jestem w zespole ?
- Ne.
- Poznasz go.
- Yay! A jakieś przystojniaki tam są ? = zaśmiałam się.
- Oczywiście. Ja xdd Nie dane mi oceniać ale raczej każdy jest przystojny.
- Łooo *~*
- Hahahha xd Wiedziałem. Myślę że polubią cie jak ty ich.
- No jak ładni to zawsze polubię = wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Zmieniło się coś jak mnie nie było ?
- Eomma znalazła pracę i teraz jest szefem kuchni w znanej restauracji a Appa nie wyjeżdża za granice tylko pracuje tu w Korei i są wakacje *~*
- To dobrze,cieszę się że wszystko jest w porządku.= uśmiechnął się. - Idziesz na śniadanie ?
- Zaraz zejdę Oppa. Tylko nie zjedz wszystkich tostów.= krzyknęłam gdy Aron wychodził z pokoju.
Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Po 10 minutach zeszłam na śniadanie.
- Oppa !! Mówiłam żebyś nie zjadł wszystkich tostów Appy !! Owszem są dobre ale nie jesteś sam żarłoku. = powiedziałam posyłając Aronowi złowieszcze spojrzenie.
- Mianhe. Ale były smaczne.= posmutniał, nie lubię jak się smuta ;/ -Arraso Oppa. Zrobie sobie sama.
- Ja ci zrobię.= powiedział Appa wstając z kanapy. - Ani Appa, ja zrobie ^~^ Zaczęłam sobie robić pyszne polskie tosty. Chwilę potem wszyscy usiedliśmy przed telewizorem całą rodziną. 2h potem Aron poszedł na miasto z tatą a ja siedziałam z mamą w domu i przygotowywałyśmy obiad.
- Tylko uważaj na siebie tam w Seulu.
-Arasso mama.
Przyszli Aron i tata. Potem zasiedliśmy wszyscy przy obiedzie. Jak zwykle dużo śmiechu. Potem Aron poszedł znów na miasto tyle że z mamą XD Wolałam zostać z tatą. Nie wiem kiedy wrócili bo szybko zasnęłam bo byłam zmęczona. Rano wstałam po 11. Aron jeszcze spał xdd jaki z niego śpioch . Zjadłam w spokoju śniadanie. Potem poszłam sie pożegnać ze znajomymi. Wróciłam na obiad. Mamy nie było już ;///Musiała iść do pracy ;c Zjadłam obiad i poszłam się naszykować na wylot. Wzięłam plecak z B.A P i włożyłam tam najważniejsze rzeczy czyli laptop, telefon, słuchawki, ładowarka itp. Aron się nawet nie rozpakował .
- Gotowa ? = spytał Aron.
- Ne Oppa. = uśmiechnęłam się.
- To teraz może się prześpij bo troszke nam zajmie lot do centrum Korei, Seul.
- Dam radę.
Koło 22 poszliśmy po mamę bo akurat kończyła pracę.
- Gotowi ? = spytała Eomma.
- Ne mama.= uśmiechnął się brat.
- Arraso, tylko nie zgub Ven. Wiesz jak ona się czymś zachwyci to nie zwraca uwagi na nic.
- Kkk xd Wiem wiem xdd = wybuchnął śmiechem i potargał mnie.
- Oppa. ! = krzyknęłam tupiąc nogą.
-,Chodźcie do domu, zjemy wspólną kolacje przed podróżą. Poszliśmy na pyszną kolację którą mój tata zrobił, polskie jedzenie jest przepyszne ^~^
- Appa to jest pycha ! Co to jest ?= krzyknął zachwycony Aron.
- Naleśniki.
- Ven umiesz takie robić ?
- Oczywiście braciszku ;**
- To dobrze.
Po kolacji pojechaliśmy na lotnisko.
ROZDZIAŁ2
W samolocie byłam zmęczona i zasnęłam. Spałam dopóki nie obudził mnie głos piolota że lądujemy.
- Aron wstawaj != szturchałam go.
- Co sie stało ? = spytał ziewając.
- Zaraz lądujemy.
- Ok.
Na lotnisku czekało na nas 3 chłopaków i chyba dziewczyna. Aa nie to chłopak xdd
- Ven to jest Ren, Baekho, Minhyun i JR. = przedstawiał wskazując palcem.
- Annyeong ^~^ Jestem Venus.= posłałam uśmiech.
- Annyeong Venus.= powiedzieli chórnie.
- jedziemy do domu bo głodny jestem i zmęczony.= powiedział Aron ciągnąc mnie za ręke do czarnego vana.
W vanie zajęliśmy z Aronem miejsce z tyłu .
- Ejeje !! Nie za dużo miejsca ?! = krzyknął oburzony słodko  blondynek Ren.
- Nie, jak możesz to jeszcze mogę na tobie położyć nogi. = wyszczerzył się
- Śmieszne to było Aron, naprawdę. = blondynek usiadł perfidnie Aronowi na kolanach i zaczął gadać ze mną.
- Mnie chyba znasz jestem Choi Min Ki ale mów mi Ren.= rozłożył ręce w gest przytulenia.
Chwila zastanowienia ale go przytuliłam. Tak słodko go się przytula *~*
- Miło mi, jestem Venus jak chcesz mów mi Ven.= również starałam się słodko uśmiechnąć.
- Ile masz lat ?
- Mam 18 lat. A ty ?
- 17.
- Łooo Ren nie uderzaj bo za stara. = zaśmiał się JR.
- Cicho siedź !! Lubisz zakupy itp ?= zapytał z błyskiem w oku Ren.
- Haha xdd tak ^~^
- Yay! Wreszcie będę miał z kim chodzić na zakupy !! = ucieszył się Ren.
- Lubisz jeść ? = spytał blondyn z małym irokezem, Baekho.
- Oj tak, ona je jak głupia. = odezwał się Aron. Kopnęłam go w nogę aż Ren spadł.
- Aaał.= krzyknął Aron.
- Hyung idioto ! To bolało.= blondynek wstał i usiadł mi na kolanach. Nie protestowałam.
- Mianhe Ren, ja go kopnęłam.= Ren zepchnął mojego brata i zajął jego miejsce. Już go lubię
- Ej tam z tyłu spokojnie.= zwrócił nam uwagę prowadzący JR.
Spojrzałam się w jego stronę, i w tym samym momencie on spojrzał się w lusterko żeby ogarnąć co się u nas działo i nasze spojrzenia się spotkały. Jego spojrzenie było przeszywające przez co przeszły mnie ciarki, jego oczy były takie tajemnicze co mnie strasznie ekscytowało. Szybko odwróciłam wzrok żeby ukryć rumieńce, spojrzałam się na śmiejącego się Baekho.
- Baekho z czego się śmiejesz ? = pytająco spojrzałam się na Minhyuna potem na Baekho.
- Z Rena i Arona xd = aa no tak xdd bili się o miejsce. Jak dzieci
- Ej chłopaki wiem już. ! = Obaj spojrzeli na mnie pytająco.
- Mwo? = chórnie powiedzieli.
-Ja pójdę do przodu a wy się tutaj rozsiądźcie. Okej ? = w duszy miałam nadzieje że pozwolą bo nie mam siły z nimi siedzieć.
- Ani ! = krzyknął mój kochany braciszek
- Ne.= uśmiechnął się Minki
Jakoś udało mi się przejść do przodu
- Witaj u Baekho i Minhyuna.= powiedział przytulając mnie Minnie tak zacznę nazywać Minhyuna a Bekho to będzie Bakuś ^~^
- Miło mi ^^ Opowiedzcie mi coś o was. Nic o was nie wiem.
- No to ja jej opowiem !! = krzyknął Minnie.- Tak więc nazywamy się Nu'est, naszym liderem jest Jonghyun czyli JR. Twarzą zespołu jestem ja, naszym Maknae jest diva Ren. To teraz pozycje w zespole. JR jest głównym raperem i głównym tancerzem, Aron jest raperem, Baekho to główny wokal, Ren to wokal, ja to twarz zespołu w końcu moja twarz jest idealna
- Przyznam ci rację.
- No wiem wiem ^~^
Znowu nasze spojrzenia się spotkały, tym razem zamiast ciarek miałam dreszcze i zrobiło mi się strasznie gorąco. Znowu pojawiły mi się rumieńce i odwróciłam wzrok na Bakusia bijącego się z Minnim. Też musiałam przesiąść się do Jonghyuna. Nasze spojrzenia nie będą się już spotykały choć nie powiem bo oczy ma cudne ale nie chce się rumienić.
- Czemu uciekłaś od nas ? = posmutniał Bakuś.
- Bo się wszyscy biją a ja chce spokój, a jedyny Jonghyun jest spokojny.
- Bo prowadzi i dlatego.= zaśmiał się Aron
- No i co ? Jest przynajmniej spokojny . Nie tak jak wy. Małe dzieci biją się o miejsce w aucie.
- Odezwała się dorosła.= oburzył się Aron.
Po około 15 minutach dojechaliśmy do dormu chłopaków. Zaczęłam unikać spojrzeń Jonghyuna. Aron pokazał mi mój pokój, Bakuś wniósł moje bagaże.
- Chodź na kolację.= pociągnął mnie Minnie.
- Zaraz zejde.
- Teraz ! = =wziął mnie przez ramię i zniósł na dół.
- Postaw mnie.= postawił mnie koło stołu.
- Proszę.= szeroko się uśmiechnął. Zajęłam miejsce koło Arona, niestety na przeciwko siedział Jonghyun. Czułam na sobie jego wzrok.
- Smakuje ci ? = spytał się Bakuś.
- Tak !! Pycha jest = powiedziałam zachwycona przepysznym kimchi.
- To dobrze.= uśmiechnął się Baekho.
- Masz moje bo nie chce.= przysunął mi swój talerz Jonghyun.
- Ani Oppa. Jedz. Ja swoje zjadłam.
- Ale nie jestem głodny.= musiałam mu się spojrzeć w oczy.
- Jedz Oppa.
- Ale naprawdę nie jestem głodny.= nie dam za wygraną.
- Oppa !
- No dobra.= zaczął jeść.
- I poprawnie.= uśmiechnęłam się, a reszta popatrzyła się na mnie pytająco.
- Udało ci się przekonać JR'a żeby zjadł. Brawo.= chórnie powiedzieli Ren Minnie i Aron. Baekho spojrzał się na JR'a potem na mnie. Po zjedzeniu obiadu poszłam oglądać film z chłopakami. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
ROZDZIAŁ3
Obudziłam sę w swoim pokoju. Nie wiedziałam nawet kiedy zasnęłam i na kim spałam ani kto mnie przyniósł. Do pokoju wpadł Ren.
- Noona wstawaj !!!
- Co się stało ? = powiedziałam ziewając.
- Chodź na dół szybko ! = krzyczał i pociągnął mnie a raczej siłą próbował mnie wyciągnąć z łóżka.- Noona !! = oburzył się i tupnął nogą.
- Daj mi chwilę. Przebiorę się.
- Ale szybko. Czekam przed drzwiami.= wyszedł.
Z ciężkością wstałam z łóżka i poszłam do łazienki którą miałam w pokoju jaki luksus. Na półce na kosmetyki leżała bluzka i kartka.
"Załóż to po domu
twój kochany Oppa." Czyli koszulka dla mnie po domu za pewne jego. Była długa i męska ale nie Arona. Pachniała cudownie. Dosięgała mi do połowy ud. Do tego krótkie spodenki bo lato. Niestety ich nie zdążyłam założyć bo Minki wleciał jak rakieta do łazienki i siłą zaciągnął mnie na dół. Nie dość że nie miałam spodenek to potargana.
- Po co mnie tutaj ciągnąłeś ?= spojrzałam pytająco na Rena.
- Żebyś przyszła na śniadanie bo głodomory ci wszystko zjedzą.= wskazał na prawie pusty stół.
- Naprawdę Ren ?= zapomniałam że w kuchni siedzieli chłopcy a ja wyglądałam okropnie + kuso ubrana. - Nie chciałem żebyś była głodna.
- To miło ale nie musiałeś wyciągać mnie z łazienki.= Aron głośno wybuchnął śmiechem, potem Minnie a Bakuś poszedł zmywać. JR'a nie było. Po chwili poczułam że ktoś za mną stoi. Był to JR. Na twarzy pojawiły się rumieńce, więc jak najszybciej chciałam uciec stamtąd. Opuściłam głowę na dół i szłam do stołu ale JR mnie zatrzymał.
- Możesz mi powiedzieć czemu i skąd masz moją bluzkę ?= po raz kolejny spojrzeliśmy sobie w oczy i znowu mnie dreszcze przeszły.
- No yyy... Miałam ją w łazience, kochany Oppa mi ją dał. Mianhe= spuściłam głowę na dół.
- Kim jest ten kochany Oppa ?
- Tego akurat nie wiem ale podejrzewam Arona.
- Co mnie ? Ja nic nie przynosiłem do ciebie do pokoju. = zbulwersował się.
- Skoro nikt nie chce powiedzieć to okej. Bedzie ktoś coś ode mnie chciał.
- Mianhe Jonghyun, nie wiedziałam.= spuściłam głowę na dół.
- Nic się nie stało.= złapał mnie w talii i prowadził do stołu.
Zaczęłam jeść. Po około 30 minutach zjadłam śniadanie. Poszłam do siebie ogarnąć się bo kochany Minki wyciągnął mnie z łazienki. Wzięłam moje mangi i zaczęłam czytać. Nie zwracałam uwagi na nic. W pewnym momencie ktoś spanikowany wbiegł do pokoju.
- Ven !! Ven !!! Ven !! = szarpał mnie Minnie.
- Co sie stało?
- Pali się !! Kuchnia sie pali.
Zbiegliśmy na dół, kuchnia była cała w dymie. Minhyun spalił coś nawet nie wiem co. Otworzyłam wszędzie okna.
- Co ty robiłeś ?
- Próbowałem ugotować coś.= przygryzł dolną wargę.
- Coś ci nie wyszło.
- Wiem ;/ kiepski ze mnie kucharz.= posmutniał ;/
-Już nie smutaj, pomożesz mi coś przygotować okej ?
- Jasne.= krzyknął uradowany.
- Ale to niech kuchnia będzie w normalnym stanie. - To może chodźmy się poopalać i do basenu ?
- Arraso. = wyszliśmy się poopalać za dom.
30 minut potem chłopcy wrócili, nawet nie wiedziałam że wyszli XD.
- Ładnie to tak bez nas ? = zasłonił mi słońce Bakuś a Minki położył się obok mnie.
- Mógłbyś się odsunąć gdyż zasłaniasz mi światło ?.= powiedziałam spokojnym jeszcze tonem.
- Ale czemu ? Może ja tutaj lubię stać ? = zaczął mnie irytować.
- Hyung po dobroci cię prosimy żebyś się odsunął.
- Ani.= wstałam i poszłam do kuchni jeszcze w dymie Po jakiś kubeł wlałam tam lodowatej wody i poszłam do Bakusia akurat stał tyłem do mnie. Wylałam na niego.
- Jak nie chciałeś po dobroci no to niestety. = Ren przybił ze mną piątkę, chłopaki wybuchnęli śmiechem.
- Dobrze chcesz wojnę. Nie ma sprawy. = wziął mnie przez ramię jak wcześniej Minnie i wrzucił do basenu. Nie zdążył odejść bo pociągnęłam go ze sobą i oboje wpadliśmy do basenu.
- Czemu w mojej bluzce ? ;_; = spytał się JR.
- Do Baekho z pretensjami, on mnie wrzucił. = Wyszłam z basenu.
- Oblała mnie wodą. = zbulwersował się.
Śmialiśmy się jeszcze przez dobre 2 h. Przez cały co chwilę zerkaliśmy na siebie z Jonghyunem.
- Zgłodnieliście ? = spytałam.
- Tak.= odpowiedzieli chórnie.
- To my z Minhyunem idziemy robić obiad.
- To może lepiej coś zamówmy. = wstał JR.
- Wiesz co Jonghyun. = spojrzałam się na niego gniewnie.
- No co ? Minhyun nie umie gotować.
- No i co ? Ale gotuje ze mną. Dzięki za wiare.= wzięłam Minniego za ręke do kuchni. Zaczeliśmy robić placek po węgiersku. Jonghyuna nie było, nie chciałam żeby był głodny więc wzięłam jego porcję i postanowiłam mu zanieść. Pukałam ale nie otwierał więc weszłam do pokoju. Zobaczyłam go w samym ręczniku wychodzącego z łazienki. Ciało miał cudne I jak miał rozczochrane włosy wyglądał tak seksownie. Na sam jego widok zrobiło mi się gorąco i pojawiły mi się rumieńce, w brzuchu czułam motyle. Chyba się zakochałam . Stałam jak słup soli wgapiając się w seksownego Jonghyuna z plackiem węgierskim. Po chwili mnie zauważył.
- Ymm.. Venus.= ocknęłam się po chwili.
- Mianhe Oppa, chciałam ci tylko przynieść obiad. Nie wiedziałam, pukałam. Mianhe.= plątały mi się słowa.- proszę.= podałam mu talerz i spuściłam głowę.
- Komawo. Nic się nie stało.= miałam już wychodzić ale złapał mnie za ręke i pociągnął do siebie że prawie stykaliśmy się czołami.
Spojrzał mi w oczy. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
- Przepraszam za to na podwórku.
- Nic się nie stało Oppa ale...= nie dokończyłam bo przerwał mi złączając nasze usta w pocałunku.
Nie sprzeciwiałam się. Dałam się ponieść emocjom. Po cudownej i krótkiej chwili oderwałam się od Jonghyuna. Dałam się ponieść emocjom i oczywiście głupia Venus zrobiła sobie głupią nadzieję.
- Przepraszam ale nie mogę.= szybko uciekłam do pokoju.
Tak zakochałam się w Jonghyunie ale nie chciałam sobie robić niepotrzebnych nadziei.
ROZDZIAŁ 4
Od czasu kiedy całowałam się z Jonghyunem zaczęłam unikać jego bliskości, spojrzeń dotyku. Po prostu zaczęłam go unikać, czułam się cholernie z tym źle ale nie chciałam robić nie potrzebnie nadziei. Dużo czasu spędzałam z resztą. Bolało mnie to że jak była fajna zabawa to JR'a z nami nie było. Zawsze siedział u siebie w pokoju. Albo gdzieś sam. Czułam się jak ostatnia idiotka która zabrała mu przyjaciół. Próbował ze mną rozmawiać ale zawsze starałam się unikać albo zmieniałam temat. Chłopaki wyszli się opalać za domem, miałam do nich dojśc jak tylko znajde kostium.
- Tego szukasz ?= zapytał się JR trzymając mój kostium w ręce.
- Ne, możesz mi go dać. = już go miałam wziąć ale podniósł go wyżej i nie mogł dosięgnąć ;_;
- Jak mi odpowiesz na pytanie. = żałuje że mam wszystko na widoku.
- Jakie ?
- Czemu mnie unikasz ?,Czemu się do mnie nie odzywasz ?
- Miało być jedno.
- Co się stało że mnie unikasz od naszego pocałunku ? = gdy wspomniał o pocałunku zrobiło mi się ciepło wręcz gorąco.
- No bo yy... Dla mnie to za szybko wszystko...
- No to mogłaś powiedzieć to nie jest powód żeby mnie unikać. Nie lubisz mnie ? = jego wzrok zaraz mnie wypali od środka.
- Lubię cię, nie wiem czemu twierdzisz że nie.= wzrokiem błądziłam po jego pokoju.
- To czemu mnie unikasz ?.= milczałam.- Skoro mnie lubisz to pocałuj mnie.
- Od kiedy na znak przyjaźni się kogoś całuje ? = nie mogę tego zrobić, nie chce znowu mieć tej głupiej nadziei bo i tak wiem że mnie nie kocha.
- Od dzisiaj. Jeśli ci zależy na przyjaźni to byś mnie pocałowała.
- Nie będę nikogo całować nie moja wina że nie wierzysz mi. = spojrzałam mu się w oczy, tym razem nie miałam dreszczy ani rumieńców ale wszystkie komórki i serce krzyczało żebym go pocałowała a rozum krzyczał że nie bo potem bede cierpieć.
- Widać że mnie nie lubisz bo Minhyuna czy Rena byś pocałowała.
- Co ? Żaden z nich nie kazał by mi tego robić żeby pokazać że go lubię.
- Arraso, nie chcesz okej. Teraz wiem czemu mnie unikasz.= dał mi kostium i chciał wychodzić ale go zatrzymałam. Bedę tego żałować. Pocałowałam go.
- Teraz mi wierzysz ?
- Tak.= chciał się przytulić ale to już za dużo. Wyrwałam mu się i poszłam się przebrać w kostium. Nie dosyć, teraz już na serio muszę go unikać. Wyszłam do chłopaków. Siedzieliśmy do wieczora a raczej nocy.
ROZDZIAŁ 5
U chłopaków jestem ponad 2 tygodnie. W tym czasie zdążyłam już troszkę poznać chłopaków i okazali się naprawdę kochani i cudowni, tylko JR stał się dla mnie zimny ;// Pewnie przez to unikanie. Teraz oboje zaczęliśmy unikać siebie wzajemnie. Chyba reszta ro zauważyła. Leżałam sobie u siebie z Minhyunem i słuchaliśmy i oglądaliśmy kpopwe piosenki na youtube.
- Pokłóciliście się z Jonghyunem ? = spytał Minhyun siadając i wgapiając się we mnie.
- Nie, czemu ? = wahałam się czy powiedzieć mu o tym że zakochałam się w JR.
- Nie odzywacie się do siebie, siadacie zawsze daleko od siebie nawet nie zerkacie na siebie jak wcześniej.
- Bo widzisz Minhyun zakochałam się w Jonghyunie i miałam wrażenie że i tak mnie nie kocha ani nic. Pamiętasz jak robiliśmy obiad ? Wtedy zaniosłam mu i zobaczyłam go w samym ręczniku i gadaliśmy i mnie pocałował i od tamtej chwili starałam się go unikać bo nie chciałam robić sobie tej pieprzonej nadziei bo jak by nie wyszło to nie chciałam płakać Potem jak szukałam kostiumu to on go miał i wtedy gadaliśmy i kazał mi się pocałować jeśli go lubię i nie chciałam i powiedział że teraz wie czemu go unikałam jak wychodził z pokoju to go zatrzymałam i pocałowałam potem chciał mnie przytulić ale nie chciałam. I znowu go zaczęłam unikać, teraz on mnie .
- Naprawdę ? To na co ty czekasz idź z nim pogadaj i powiedz mu wszystko, na pewno zrozumie. = przytulił mnie mocno.
- Komawo, zawsze mogę na ciebie liczyć. Ale nie mów nikomu. Saranghae Oppa.= odzwajemniłam przytulasa.
- Nie ma za co Ja ciebie też. Obiecuje, nikt się nie dowie. Ale idź. = wyszłam na poszukiwanie Jonghyuna.
*PERSPEKTYWA JR*
Venus mnie unika od dłuższego czasu i teraz powiedziała że kocha Minhyuna. Te pocałunki były nic nie warte teraz. Po co ten cały cyrk ? Po co mnie unikała skoro i tak nic do mnie nie czuła ? Chciałem jej powiedzieć że ją kocham ale skoro ona kocha Minhyuna to nie ma po co. Musiał wyjść. Iść zapomnieć choć o tym co między nami było, wiem że wtedy kiedy jej jakby kazałem mnie pocałować to pocałowała mnie jakby mnie kochała czułem to. Po raz pierwsze się zakochałem ale niestety bez wzajemności Nic już z tym zrobić nie mogę ;/// Wyszedłem z domu, Ven wyszła za mną.
- Jonghyun !!! Chhakama. !!!! = odwróciłem się.
- Czego chcesz ? Powiedzieć jak bardzo mnie unikasz ? Jak bardzo kochasz Minhyuna ? = zapytałem chłodno.
- O czym ty mówisz ?
- O tym że mnie nienawidzisz i mnie unikasz, wiem że nie jestem taki słodki jak Ren, nie jestem piękny jak Minhyun dobry w gotowaniu jak Baekho ani kochany jak Aron ale nie musisz mnie od razu odtrącać.
- Posłuchaj mnie Oppa.
- Ani !! Mam dosyć. Daj mi spokój. Idź sobie do reszty. = odwróciłem się na pięcie i poszedłem dalej.
Wiedziałam że będzie płakać, zabolało ją to ale nie mogłem inaczej postąpić. Po około 1 h spaceru wróciłem do dormu. Postanowiłem przeprosić Venus i wszystko jej wytłumaczyć. W dormie nie zastałem nikogo, pewnie poszli do kina. U siebie w pokoju leżała kartka.

"Jr przepraszam za moje zachowanie,, że cie unikałam i nie chciałam cię przytulać ale miała powód i nie był to Minhyun tylko to iż zakochałam się w tobie. Już na lotnisku wpadłeś mi w oko. Unikałam cię dlatego że Bałam się że nie odwzajemnisz moich uczuć i nie chciałam robić sobie nadziei a potem przez to płakać. Mianhe że ci tego nie powiedziałam, przekonał mnie do tego Minhyun i powiedziałam wtedy że go kocham ale nie tak jak ciebie "
Myślałem że źle przeczytałem. Venus mnie kochała ale bała się odrzucenia a na idiota nie pomyślałem o tym. Jeśli ona zrobi sobie krzywdę przeze mnie ? Nie wybaczę sobie tego nigdy. Pomyślałem gdzie ona teraz może być.
- Annyeong !! = krzyknął Ren.
Akurat teraz musieli przyjść.
- JR gadałeś z Venus ? = spytał się Minhyun wchodząc do mojego pokoju.
- Ne.
- I jak ? =podałem mu list od Ven. - Żartujesz sobie ?
- Ani. Usłyszałem jak mówiła że cie kocha i wgl. I powiedziałem żeby dała mi spokój i nie wysłuchałem jej.
- Jonghyun coś ty zrobił. ?! Wiesz że coś się jej teraz może stać ?!
- Wiem dlatego chce to odkręcić !
- Gdzie jest Ven ? Co się stało ?!= do pokoju wpadł Aron.
- Nie wiem. Wiem że jestem idiotą i że Venus może stać się krzywda.
- Co ty powiedziałeś ?! Co zrobiłeś Venus ?! Jeżeli coś jej się stanie to cie zabije !, = ruszył do mnie ale Baekho i Minhyun go powstrzymali.
- Zamiast tutaj się bić poszukajmy Venus ! = krzyknął Ren.
Od razu rzuciłem się do wyjścia jako że byłem najszybszy. Szukałem gdzieś blisko dlatego że Ven nie zna okolicy. Po około 15 minutach zauważyłem ją. Szła w stronę torów, miała słuchawki i nie słyszała jak krzyczałem. Zadzwoniłem do chłopaków.
- Znalazłem Ven.
- Gdzie jest ?! = krzyknął przejęty Aron.
- Idzie w stronę torów, biegnę za nią.
- zaraz tam będziemy. = rozłączyłem się.
Krzyczałem ale nic. Zatrzymałem się kiedy zobaczyłem że Venus stanęła na torach a jechał pociąg.
- Venus Niee !!! = biegłem w jej stronę.
Kiedy pociąg był blisko Venus zdążyłem ją pociągnąć i uratowałem ją. Kiedy byliśmy bezpieczni mocno ją przytuliłem.
- Obiecaj że już nigdy nie zrobisz mi tego.
- Obiecuję. = wtuliła się we mnie.
- Noona !! = krzyknął Ren biegnący w naszą stronę.
- Pogadamy w domu.
- Nic ci nie jest Ven ? = spytał przejęty Aron.
- Ne Oppa.= wtuliła się w Rena.
- Ty idioto masz sie trzymać z daleka od mojej siostry.
- Oppa, spokojnie. Proszę chodźmy już do domu.
- Arraso Ven.
Szedłem w tyle. Minhyun szedł ze mną.
- Wyjaśnię wszystko Aronowi, a ty pogadaj z Venus.
- Komawo.
- Od tego są przyjaciele.
W domu Aron cały czas siedział z Ven więc nie mogłem z nią pogadać. Siedziałem w pokoju i schowałem głowę w rękach. Nienawidziłem siebie za to jak potraktowałem dziewczynę mojego życia. Poczułem że ktoś siada koło mnie.
- Oppa.
- Venus, mianhe ja nie chciałem... = nie dała mi skończyć.
- Cicho siedź i słuchaj mnie. = przytaknąłem. - Jonghyun przepraszam ale bałam się odrzucenia. Saranghae. = złapała mnie za ręce.
- Ja ciebie też.= pocałowałem ją.
- Nie opuszczaj mnie.
- Obiecuję. = wtuliłem się w nią.







sobota, 24 stycznia 2015

"Wreszcie będziemy razem na zawsze..." THE END

 Myślę że  podobało wam się opowiadanie <3

"Prawdziwa miłość nigdy nie umiera..."


ROZDZIAŁ 5
*Stałem sam w ogromnym domu, był pusty bez mebli ludzi... Na zewnątrz nie było żywej duszy... Czy tego właśnie chciałem? Chciałem zostać sam ze sobą, cierpieć bez nikogo. Nie widząc uśmiechu bliskich otaczających mnie, nie słysząc jak sie śmieją. Nie czuć  że jednak jest ktoś kto mnie kocha i potrzebuję.Sądziłem że tak będzie lepiej jak wszyscy się ode mnie odwrócą, wtedy  będę sam i nikt nie zginie na moich oczach, przy mnie. Nie mówiłem nikomu co mnie boli co mi jest, odrzucałem wspracie  innych chociaż potrzebowałem go. Wszystko niszyczyło mnie od środka, udawałem zimnego i złego i wyżywałem się na tych którzy chcieli mi pomóc.Nie potrafiłem otworzyć się przed bliskimi, pomiatałem nimi jak jakimiś zabawkami, bawiłem się uczuciami Yumi bo chciałem ją od siebie odsunąć mimo że jest dla mnie cholernie ważna. Zbyt dużo się wydarzyło żeby dalej być takim potworem.*
Powoli otwierałem oczy.
- No wreszcie Hyung,myślałem że już się nie zbudzisz.= usłyszałem głos Daehyuna.
- Nie mam zamiaru prędko umierać.= powoli  ogarniałem co się ze mną dzieje i gdzie jestem.- Gdzie jest  Yumi?= zaniepokoiłem się.
- Leży w sali pooperacyjnej.= powiedział maknae wchodząc do sali.
- Miała operację? Co ci się stało w rękę?= miał zabandażowaną rękę.
- Tak miała ale nic więcej nie wiemy,a to nic draśnięcie.
- Tak wgl. to co wy tutaj robicie? Czemu nie jesteście u niej?
- Bo nie można do niej wejść, jej ojczulek u niej cały czas siedzi a jacyś dwaj  goście nie wpuszczają nikogo prócz pilęgniarek i lekarzy nawet jej mamy nie wpuścili, Himchan cały czas  się z nimi awanturuje.= odpowiedział Jongup.
- Żartujesz sobie?!
- Ani.=spoważniał.
- Co to do cholery ma być?! Najpierw strzela do niej a teraz nagle kochanego tatusia zgrywa?! = próbowałem wstać.
- Hyung nie możesz wstawać.= ruszył w moja stronę Youngjae.
- Nie pozwolę na to żeby ten idiota nie wpuścił nikogo, choćby nie wiem jak bardzo bolała mnie noga wejdę tam.=pomógł mi wstać.
- Masz kule pomogą.= Zelo podał mi kule i ruszyliśmy do sali w której była Yumi.
Himchana było słuchać na końcu korytarza, dziwne że jeszcze nikt nie przyszedł i go nie uciszył. Widać było 2  facetów kłócących się z Himchanem.
- Jakiś problem macie do niego?= spokojnym jeszcze tonem powiedziałem do dwóch typów.
-  Nie rozumie że nie wejdzie do sali ale awanturuje się dalej.= aż miałem ochotę zajebać mu tą kulą w łeb.
- Hola hola ma prawo wejśc do swojej siostry więc nie widze powodu abyście nie pozwolili mu wejść.
- Nie wejdzie tam nikt oprócz  pielęgniarek i lekarzy, taki may rozkaz i koniec.
- Kto wam go dał? Ten dupek co tam siedzi?= ciśnienie się podnosiło powoli.
- Kolego hamuj się.= powiedział drugi ruszając w moją stronę.
- Bo co?  Teraz udaje świętego i przy córeczce siedzi a tak to do niej strzela?= zaraz naprawdę mu przypierdole.
- Nie interesuje nas jego życie prywatne, dał rozkaz i my go wypełniamy a poza tym jest dobrym policjantem i jest starszy od ciebie.
- A mnie nie interesuje że macie rozkaz pilnować sali bo chce tam wejść.
- Oj młody i tak masz już przesrane także nie podskakuj.= zaśmiał się.
- Do więzienia?  Nie będę podskakiwał jak zejdziesz mi z drogi.= nikt nie wtrącał się w dyskusję.
- Powiem ci po przyjacielsku odejdź i nie pogarszaj sobie.=Bum ciśnienie skoczyło ponad normy.
- Nie chciałeś po dobroci i zmusiłeś do użycia siły.= uderzyłem go kulę w łeb jak wspominałem wcześniej.= Moim przyjacielem na pewno nie byłeś nie jesteś i nigdy nie będziesz.
- Nie żyjesz.= drugi wyciągnął spluwę.
- Strzelaj, dawaj pokaż jaki to nie jesteś.=nie udało mu się wystrzelić bo Youngjae go położył.
- Nie posłuszny ten pies nie chciał zejść z drogi.= weszliśmy do sali, za nami weszła mama  Yumi.
- Teraz co  takiego kochanego tatusia zgrywasz a wcześniej strzelasz do własnej córki? Myślisz że co? Że nie zabije cie?
- Nie zrobisz tego bo Yumi cie znienawidzi.= odezwał się nie odwracając do mnie.
- I tu się mylisz! Nie znasz swojej córki, zresztą ona cie nie interesowała nigdy.= odezwała się mama  Yumi.
- On ją porwał żeby mi dopiec a ty go bronisz?!= krzyknął odwracając się do nas.
- Ale nie zrobił jej krzywdy, nie zabij jej nie uderzył a ty? Nie dość że nie zrobiłeś nic w celu odzyskania jej to jeszcze strzeliłeś do niej. Jesteś dupkiem.=wstał i wyjął z kieszeni pistolet.
- Niech nikt się nie rusza bo ją zabije!=krzyczał celując pistoletem w Yumi.
Myślałem jak zrobić żeby wytrącić mu pistolet, w pewnym momencie  Himchan złapał za kulę i szybkim ruchem uderzył w ojca wytrącając mu broń. W tym samym momencie Yumi się odezwała.
- Co się dzieje?= wyglądała tak niewinnie.
- Nic, siedzimy przy tobie.= powiedział maknae.
- Cieszę się.
 Usiedliśmy blisko Yumi i gadaliśmy z nią.  Na jej twarzy zagościł uśmiech. Cieszyłem się że przebudziła się i wszystko jest okej. Potem wszyscy chcieli iść coś zjeść a w sali nie wolno było więc wyszli ja zostałem bo Yumi chciała.
- Oppa, to wszystko co mówiłam wcześniej że jesteś potworem i wgl. to nie prawda mówiłam tak w nerwach nie chciałam.
- Ani, to była sama prawda... Jestem potworem bo raniłem ciebie i chłopaków bo chciałem was chronić.
- Przed czym?
- Byłem zimny i skryty bo nie chciałem dzielić się bólem z nikim i  odsuwałem wszystkich od siebie tylko dlatego że jakby coś się miało stać żeby mnie zostawili i ratowali siebie żebym umarł i nie stracił nikogo... Przez śmierć rodziny nie chciałem już tracić bliskich, dlatego bałem się o ciebie nie chciałem żebyś się ścigała. Przez parę lat byłem sam, nie rozmawiałem z nikim i nie potrafiłem się otworzyć. Przepraszam, jeśli  mi nie wybaczysz zrozumiem.
- Wybaczam ci.= uśmiechnęła się.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę <3 A chciałabyś zostać moim skarbem ?=przygryzłem dolną wargę.
- Nawet nie wiesz ile czekałam na te słowa.=przytuliła mnie.
 W tej chwili poczułem że mam wszystko. Yumi była najważniejsza, nie mogłem  jej stracić raz było blisko.
Posiedzieliśmy do wieczora  wszyscy,potem reszta wróciła do domu a ja zostałem z Yumi. Jej ojca zabrali, miał złamany nos a tamci goście nawet nie wiem. Nie  mogłem zasnąć, cały czas wpatrywałem się w śpiącą Yumi. Wiedziałem że muszę  się zmienić dla Yumi, muszę przeprosić chłopaków i pogadać z nimi. Teraz musiałem uważać na Yumi bo  jej brat by mnie zabił ale mniejsza z tym. Co będzie dalej? Nie wiem jak życie się potoczy  wiem na pewno że Yumi musi wyjśc ze szpitala i muszę mieć zdrową nogę a dalszy scenariusz losu napisze życie, będziemy grać tak jak jest nam napisane. Z myślenia wybił mnie dźwięk maszyny która wskazywała tętno człowieka. Tętno  Yumi spadało dosyć szybko, zawowałem pielęgniarke. Ona tylko weszła zobaczyła na maszynę i poszła po lekarza. Ten szybko przyszedł i zaczął reanimować Yumi, nie dawał nic  masarz serca więc wziął wstrząsy. Tętno dalej spadało a ja krzyczałem.
- Yumi, musisz żyć! Nie zostawiaj mnie samego!!
W końcu lekarz podłączył Yumi do respiratora , zrobił jej tym urządzeniem też prześwietlenie.
- Panie doktorze co z nią?
- Dowiem się jak otrzymam wyniki, ale teraz trzeba czekać.
Zadzwoniłem do chłopaków. Przyjęchali nawet szybko  bo po 15 minutach. Siedziałem przed salą.
- Co jest?= spytał zaniepokojony Himchan.
-  Jej tętno zaczęło spadać i trzeba było ją reanimować ale nic nie dało i podłączył ją do respiratora i prześwietlił i  mamy czekać na wyniki.
- O cholera.= usiadł obok mnie.
- Yumi to silna dziewczyna, nie umrze.= powiedział smutny Zelo.
- Miejmy nadzieje że przeżyje, jedyne co nam pozostało to modlitwa i czas.= powiedział Jongup wpatrując się w leżącą Yumi.
- Bóg nie pomoże, miał chronić tak? Nie widzę żeby ją chronił...= czemu Yumi? To ja tam powinienem leżeć i już dawno zdechnąć.
- Yongguk...= odezwał się Daehyun.
- Co? Gdyby Bóg istniał  i chronił ludzi to moja rodzina by żyła, Yumi  nie musiałby być podłączona do respiratora!= wydarłem się i podszedłem Jongupa.
Resztę nocy spędziliśmy na czekaniu, chłopaki się modlili. A ja? Nie wierzyłem już w niego.Z samego rana przyszedł lekarz z wynikami.
- Mam wyniki Yumi.= wszyscy jednocześnie wstaliśmy.
- Co się stało?= wyprzedił mnie Himchan.
- Serce Yumi przestało pracować ponieważ miała  nagły wylew poprzez strzał.
- Jakie są szanse że przeżyje?=zapytałem z nadzieją.
- Żadne, nie ma szansa na odratowanie. Nie żyje.Przykro mi.
=to był żart.
- Panie Doktorze to nie prawda, Yumi będzie żyć. Niech pan coś zrobi.= łamał mi się głos.
- Nie da się już nic zrobić, przykro mi.= odszedł.
Nie to nie może być prawda, Yumi nadal żyje i zaraz wstanie słodko się uśmiechnie i powie że wszystko  jest dobrze że nic jej nie jest i możemy wracać do domu, że będziemy na zawsze razem. Przytuli mnie mocno, wtule się w nią. Wszystko  będzie jak dawniej. Weszliśmy do niej.
- Odeszłaś zbyt szybko,  Bóg jest niesprawiedliwy bo odebrał nam cię a przecież byłaś młoda  i wiele  rzeczy przed tobą było.= powiedział płacząc Youngjae.
- Zawiodłem ciebie i mamę bo obiecałem że będę cię chronił,miałem być dla ciebie wsparciem.  Przepraszam.= załamał się Himchan.
-  Nie powinnaś tutaj być, powinnaś być z rodziną szczęśliwa i cieszyć się życiem.= Daehyunowi łamał się głos.
- Nie zasłużyłaś na śmierć, Bóg źle cie osądził.=popłakał się Jongup.
-  Czemu to zrobiłaś? Czemu odeszłaś wtedy kiedy jesteś potrzebna? Byłaś dla nas jak Anioł Stróż, troszczyłaś sie o każdego wywoływałaś u nas uśmiech  pomagałaś nam zawsze mogliśmy na ciebie liczyć...  Jesteś zbyt dobra na to by ginąć.= Zelo się załamał.
- Wszyscy mają rację, nie powinnaś tutaj być. Powinnaś się uśmiechać tak słodko jak zawsze, droczyć się ze mną, śmiać się z nami, mocno przytulać, cieszyć się życiem być z rodziną, mieć chłopaka który byłby lepszy niż ja dla którego nie narażałabyś życia i nie umarła przez niego. Byłaś dla mnie wszystkim, kiedy się uśmiechałaś cały świat się śmiał, kiedy  byłaś smutna z mojej winy czułem się jak ostatni dupek, codziennie dawałaś mi powód do życia i szczęścia mimo że nie byliśmy razem, kiedy przytulałaś mnie czułem się jak byłbym w raju.  Codziennie patrząc na ciebie bałem się że nadejdzie taki dzień w którym cię stracę na zawsze i to jest ten dzień. Straciłem wszystko, cały świat. Zostawiłaś mnie samego, mój jedyny Anioł odszedł.=nie wytrzymałem i zacząłem płakać.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę. Przed wyjściem złożyłem ostatni pocałunek na jej ustach. Powiadomiliśmy jej matkę i poszliśmy organizować pogrzeb. Przez kolejne dni  nie mogłem spać, nie chciałem jeść cały czas siedziałem zamknięty w pokoju.Wyszedłem dopiero wtedy gdy miał być pogrzeb Yumi. Tego dnia rano napisałem do Yumi list, nie miałem go wysłać miałem go spalić. Ogień spali słowa na popiół, a wiatr go uniesie i zabierze ze sobą ten ból który we mnie siedzi.
*Kochana  Yumi!
Wiem że zawiodłem bo miałem cię chronić, miałem dbać o ciebie. Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje, odkąd nie ma cię przy mnie nie mogę spać ani jeść odizolowałem się od świata i ludzi. Wciąż mam przed oczami twój piękny uśmiech, uwielbiałem patrzeć jak się uśmiechasz dla mnie wtedy cały świat się śmiał. Pamiętam jak przytuliłaś mnie mocno,wtedy czułem się jak w raju. Kiedy raniłem cię czułem się jak  najgorszy palant, chodziłem wkurzony na siebie ale przez to miałem cię chronić.
Nie wiesz jak bardzo nienawidzę się za to że przeze mnie umarłaś, byłaś dla mnie cały światem, to właśnie ty dawałaś mi powody do życia i szczęścia nie wyścigi nie wolność tylko właśnie ty. Tylko ty mi zostałaś po stracie rodziców a teraz już nie mam nikogo.Jesteś moim sercem mówiącym żegnaj.*
Wszyscy się rozeszli a ja zostałem, uklęknąłem przy jej grobie i zapaliłem list.Patrzyłem jak wiatr unosi mój ból coraz wyżej, po czym ostani raz spojrzałem się na grób.
-  Wreszcie będziemy razem na zawsze.= zamknąłem oczy.
*Artykuł w gazecie
Dziś rano na cmentarzu  zmarł młody chłopak. Przyczyną śmierci była tęsknota za ukochaną, chłopak zmarł przy jej grobie. Pochowali go tuż obok niej by zawsze mogli być razem. Niech spoczywają w spokoju*




niedziela, 18 stycznia 2015

Kai,Exo. "Nie bój się mnie..." cz.2

Przepraszam że tak długo ale wiadomo szkoła ;/

"Jeśli naprawdę kocha to nie ważne jak wyglądasz..."

ROZDZIAŁ3
Mijały kolejne lekcje a szatyna nadal nie było. Przejęłaś się tym, postanowiłaś się dowiedzieć gdzie mieszka i pojechać do niego. Po wyjściu ze szkoły ujrzałaś Kai'a.Podeszłaś do niego.
- Czemu nie było cię na lekcjach?
- Bo musiałem coś załatwić, ale nie ważne podałabyś mi lekcje?
- Jasne.
- To może u mnie? Odwiozę cię potem do domu.= uśmiechnął się.
- No dobra.= trochę się wahałaś bo nie znałaś go dobrze ale to była okazja żeby go poznać.
Wsiadłaś z szatynem na jego cudowny motor *~*
- Jechałaś kiedyś na motorze?=spytał się Kai.
- Zawsze chciałam ale nigdy nie mogłam.
- To teraz masz okazję.=ruszył.
Jechaliśmy spokojnym tempem. Trzymałaś się twego kolegi, czułaś jak jego serce bije, czułaś jego rytm ale także czułaś ciepło dużo ciepła mimo że jechałaś na motorze i wiał wiatr było ci ciepło.
- Jak to możliwe?= pomyślałaś.
Rękami dotykałaś jego umięśnionego torsu.Spodobało ci się to ale Kai'a to łaskotało.
- Możesz mnie nie łaskotać?=powiedział podśmiewając sie.
- Mianhe..=zrobiło ci się głupio i zarumieniłaś się.
Po około 10 minutach byliście już w środku lasu, przy średnim domku.
Weszliście do środka, dom był pusty a raczej taki ci się wydawało. Po drodze do  pokoju szatyna spotkaliście jego współlokatora.
- Oo, proszę  Kai czyżbyś miał dziewczynę?=zaśmiał się blondyn.
- Ani, to jest moja koleżanka z klasy [...]= blondyn podszedł i przywitał się z tobą.
- Miło mi jestem Sehun.= uzyskałaś nowego kolegę.
- Mnie również.=słodko sie uśmiechnęłaś, niestety nie mogłaś porozmawiać z Sehunem ponieważ   Kai mocno pociągnął cię za rękę. Wreszcie po krótkim spacerze po domu szatyna dotarłaś do jego pokoju. Był zadbany jak na chłopaka no chyba że  Kai posprzątał tylko dla ciebie.
- No to zacznijmy...=usiadłaś na łóżku i wyjęłaś potrzebne książki.
- Więc tak  na pewno matematyka i koreański, na chemii biologi i fizyce ćwiczyliśmy układ na pokaz.
- No super jak zwykle przegapiłem.=posmutniał.
- Nauczę cię.= wstałaś i zaczęłaś mu pokazywać układ potem razem tańczyliście. Spędziłaś resztę dnia z Kai'em.Poznałaś go trochę i polubiłaś.
- Nie chcę wam przeszkadzać gołąbeczki ale myślę że powinieneś odwieźć [...] do domu.= wszedł Sehun.
- Rzeczywiście, zasiedziałam się.= od razu wstałaś i ruszyłaś w stronę wyjścia Kai poszedł za tobą.Odwiózł cię do domu.
ROZDZIAŁ4
*PERSPEKTYWA KAI'A*
W drodze powrotnej myślałeś cały czas o nowo poznanej koleżance. Nie była taka jak inne,  była piękna, słodka taka delikatna, ciągle się uśmiechała.  Na jej widok serce szybciej ci biło.Czy to możliwe że już się zakochałeś? U wilków jest inaczej niż u ludzi, jeśli się w kogoś wpoi to  będzie się z nim na zawsze. Ale nie wpoiłeś się w nią, musisz ją lepiej poznać. Teraz to zwykłe zakochanie.W domu od razu poszedłeś do swojego pokoju i rzuciłeś się na łóżku włączając muzykę. Niestety Sehun przeszkodził ci.
- No no Hyung zakochałeś się.=stanął w progu opierając się o futrynę.
- Ani, to tylko moja koleżanka.= dobrze wiedziałeś że to jeszcze jest koleżanka z czasem gdy bardziej ją poznasz stanie się kimś ważniejszym.
- Jeszcze koleżanka.= powiedział po czym wyszedł.
Znów powróciłeś do słuchania.
Mijały kolejne dni i tygodnie a ty wraz z  [...] zaczęliście spędzać ze sobą coraz więcej czasu czułeś że zaczynasz się w niej zakochiwać że staję się dla ciebie bardzo ważna, lecz nie umiesz jej powiedzieć prawdy o sobie że jesteś potworem.
- Kiedy jej powiesz wreszcie?= spytał twój przyjaciel Sehun.
- Nie powiem jej.
- Wae?~
- Bo ona mnie nie kocha i nie chcę aby przeze mnie stała jej się krzywda.= oprócz  wilków były jeszcze wampiry z niektórymi trzymaliście pakt a z niektórymi walczyliście.
- Przecież jak będzie cały czas z tobą to jej nic nie grozi poza tym jak wpoisz się w nią...
- Aniyo~= przerwałeś mu po czym wyszedłeś.
Nie mogłeś jej powiedzieć, bałeś się że wasze kontakty się urwą, bałeś się wpojenia bo nie wiedziałeś czy będzie cię kochała całe życie.Szedłeś przez las, w głowie miałeś tysiące pytań bez odpowiedzi.
- Kai!=usłyszałeś wołanie za tobą, odwróciłeś się.- Uważaj!=ujrzałeś przerażoną [...]. Odwróciłeś się znów. Przed tobą stał jeden z wampirów. Musiałeś zamienić się w wilka w potwora nad którym nie potrafiłeś dokładnie panować, gniew zbyt przejmował władzę nad umysłem potem nad ciałem. Zamieniłeś się w wilka po czym szybkim ruchem zabiłeś wampira,po raz kolejny usłyszałeś krzyk [...] Odwróciłeś się i ruszyłeś w pościg za wampirem. Dość szybko go dogoniłeś trudniej było z nim walczyć. Po około 10 minutach walki  zabiłeś go i zmieniłeś się z powrotem w człowieka.
- Wszystko w porządku [...] ?
- T...tak, ty jesteś wilkiem?
- Tak.= odsunąłeś się od niej.- Nie bój się mnie, nie skrzywdzę cię.
Przybiegł akurat Sehun i zabrał [...] do domu.Przez kolejne dni, nie mieliście kontaktu.
- Wiedziałem że tak będzie.= pomyślałeś po czym zacząłeś przerabiać motor.
- Annyeong Kai.=usłyszałeś po czym oderwałeś się momentalnie od swego zajęcia.
- Annyeong.~
- Chciałam cię przeprosić za to że się nie odzywałam ani nic ale musiałam przemyśleć parę spraw.
- Nic się nie stało.= nie wiedziałeś co powiedzieć.
- Bo Kai ja... zakochałam się w tobie...= twoje serce zaczęło bić szybciej.
- Też się w tobie zakochałem ale  bałem się to powiedzieć bo nie wiedziałem jak zareagujesz i nie chciałem cię narażać na niebezpieczeństwo. Wybacz ale nie mogłem ci powiedzieć o tym że jestem wilkiem to jest tajemnica... = zacząłeś mieszać zdania.
- Kai, spokojnie.= złapała twoją twarz w swoje delikatne dłonie i złączyła w pocałunku.





środa, 14 stycznia 2015

"Wreszcie będziemy razem na zawsze..." cz.2

Przepraszam że tak dłuugo musicie czekać ale szkoła nauka i mało czasu ;c  W sobotę albo w piątek postaram się dodać nowe rozdziały z  Kai'em  <3



"Zazdrość nie rodzi się z braku zaufania lecz ze strachu przed utratą bliskiej osoby..."

ROZDZIAŁ 3
*PERSPEKTYWA YONGGUKA*
Od środka mnie roznosiło, nie ma prawa jej dotykać jest moja. Powstrzymywałem Himchana choć nie wiem po co. Miałem ochotę mu porządnie przypierdolić.
- Odejdź od niej.= powiedziałem spokojnym tonem jeszcze, a ten nic zlał mnie w dodatku coś szepnął jej na ucho.- Mówię nie jasno ? Odejdź od niej.= ciśnienie ciągle wzrastało nie tylko mnie ale i  chłopakom jak widać też.
- Spokojnie, to tylko zwykłe szeptanie na ucho, nie wolno ?
- W towarzystwie się na ucho nie szepczę bo to nie kulturalne, mama cie nie uczyła ?=postanowiłem się uspokoić, zamknął się.
Wzięliśmy Yumi i szliśmy w stronę auta.
- Mam propozycje.=nie zwracałem na niego uwagi.- Może mały wyścig o twoją dziewczynę?= reszta zatrzymała się ja natomiast szedłem dalej. Chwilę potem czekałem przed autem na nich bo stali w bezruchu dobrą chwilę.
- Słyszałeś co on powiedział? Nie masz zamiaru się zgodzić.= powiedział Zelo.
- Nie ma takiej opcji Yumi zostaje z nami a ty nawet nie waż się z nim ścigać o nią bo nie jest rzeczą ani żadną nagrodą.= wkurzonym tonem odezwał się Himchan.
- Widzę że twojej siostrzyczce by się to podobało bo jakoś nie sprzeciwiała mu się kiedy ją do siebie przyciągnął ani kiedy jej coś szeptał i jeszcze jak by wygrał to była by  szczęśliwsza.
- Nie prawda! = zbulwersowała sie.
-  Jasne.. Mnie od razu byś się opierała poza tym wiadomo że to ci się podobało.
- Co ty możesz wiedzieć co mi się podoba a co nie ?! Ty byś tylko krzyczał i obwiniał wszystkich dookoła!= krzyknęła i weszła do samochodu.Za nią wszyscy. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w dormie, zamknąć się w swoim pokoju i  być sam, sam cierpieć i sam przeżywać, wspominać, być w bólu. Nie chce żeby nikt był przy mnie, zbyt wiele osób straciłem żeby  tracić kolejnych. W dormie wszyscy prawie poszli z Yumi do pokoju, ja jedynie zamknąłem się w swoich 4 ścianach.Byłem zmęczony więc zasnąłem nie pamiętając kiedy.
*Ja i ona, we dwoje  siedząc na przeciw siebie.Uśmiechała się do mnie słodko, powoli zbliżaliśmy się do siebie. Powiedziała że wszystko będzie dobrze, że nikt mi jej nie zabierze.W momencie kiedy nasze usta prawie sie stykały strzał prosto w jej serce które z każdą sekundą krwawiło coraz mocniej. Powoli osuwała się na podłogę, złapałem ją w ramiona. Otuliłem.Popatrzyła mi się w oczy, uśmiechnęła się i zaczęła ocierać mi łzy które spływały po policzkach niczym deszcz, delikatne łzy kapały na nią. Ocierała je. Wyszeptała że mnie kocha i że przeprasza po czym zamknęła oczy na zawsze.Krzyczałem z rozpaczy że straciłem  jedyną osobę która pokochała mnie oraz wybaczyła mi łzy które przeze mnie wylała.Wtedy poczułem że straciłem wszystko*
Obudziłem się cały spocony.To był tylko sen.Poszedłem do łazienki  wziąć prysznic.Czemu akurat śniła mi się Yumi? Czemu umarła w moim śnie? Czyżbym coś do niej czuł? Nie, to niemożliwe jest tutaj dopiero 2 dzień a ty coś już do niej czujesz?
Nawet jeśli tak to nie możesz z nią być, jej ojciec by na to nie pozwolił poza tym ona nie kocha takiego potwora jak ty.Wyszedłem po jakichś 15 minutach.Usiadłam na łóżku i wpatrywałem się w rodzinne zdjęcie. Pamiętam ostatni wspólny dzień. Tego dnia wszyscy siedzieliśmy w ogrodzie, mama i Natasha szykowały do stołu tata robił  grillował ja i Youngman graliśmy w piłke.Wszyscy byli uśmiechnięci, szczęśliwi. Kiedy zasiedliśmy do stołu tata kazał odmówić mi modlitwę która była tradycją przy wspólnym posiłku, od małego wpajano mi że Bóg ma nas wszystkich chronić to było kłamstwo. Po skończonej modlitwie zaczęliśmy jeść w tym samym momencie do ogródka wbiegli zamaskowani ludzie z pistoletami. Nie wiadomo z jakiego powodu zaczęli do nas strzelać. Mój brat bliźniak ochronił mnie własnym ciałem, nie udało im się mnie zabić bo  policja przyjechała. Zabito mi rodzinę za nic, go komuś się to podobało.Wtedy popatrzyłem się  w niebo i zacząłem płakać i krzyczeć do Boga że go nienawidzę, miał nas chronić. Przed chwilą modliłem się o to aby nikt mi nigdy nie odebrał tego co najcenniejsze rodziny. Poprzysiągłem że znajdę i zabiję tych wszystkich którzy odebrali mi rodzinę.Nie chce już nikogo więcej stracić dlatego próbuje być zimny dla wszystkich ważnych, dlatego nikomu o niczym nie mówię.
- Hyung.= wszedł Daehyun.
- Co?
- Wołaliśmy cię na kolację ale nie słyszałeś więc przyszedłem.
- Brałem prysznic, zaraz przyjdę. Yumi też ma z nami siedzieć.
- Arasso.= wyszedł.
5 minut potem poszedłem na kolację. Yumi, usiadła na przeciwko mnie.Himchan tuż obok niej,był dla niej jak Anioł Stróż. Tak jak kiedyś ja, Youngman i Natasha. Zaczęli modlitwę, nie  brałem w niej udziału.
- A ty czemu nie modlisz się?= zapytała się Yumi wrednym głosem.
- Bo dla mnie to jest wszystko kłamstwo, Bóg nie istnieje. Chora tradycja.
- Chore? Chory to ty jesteś, Bóg  nas chroni i  umarł za nasze grzechy i za nas.Kocha nas, zapomniałam nie masz pojęcia co to miłość przecież nikogo nie kochasz, nawet własnej rodziny pewnie nie kochasz.=  po raz pierwszy jej słowa były jak cios nożem w serce.
- Yumi...= szturchnął ją Zelo.
- Co ? Taka prawda, jest potworem który nikogo nie szanuje i nikogo nie kocha prócz samego siebie.= złowieszczo spojrzała mi się w oczy.
- Tak masz rację, nie kocham nikogo bo nikogo nie mam.= wyszedłem z dormu.
To co powiedziała zabolało równie mocno jak wtedy kiedy straciłem rodziców, cios nożem w serce od kogoś  w kim się zakochałeś.
- Hyung!= odwróciłem się.- Ona nie chciała ja to wiem. Przepraszam za nią.= Himchan zaczął przepraszać za Yumi.
- Wracaj do dormu.= odwróciłem się i poszedłem przed siebie.
Chodziłem przez 3 h. Po 2 wróciłem do dormu. Do pokoju weszła Yumi.
- Mianhe, nie wiedziałam ja... po prostu byłam zła za twoje zachowanie. Nie chciałam cię aż tak zranić.= łamał jej się głos.- Nie wiem jakie to jest uczucie ale spraw mi taki sam ból jaki ja tobie.= spuściła głowę i zaczęła płakać.- Wybacz mi proszę.=spojrzała się zapłakanymi i pełnymi bólu smutku  oczami.
Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.Wtuliła się we mnie.
- Przepraszam.= nie odzywałem się nic.
Staliśmy tak wtuleni na środku pokoju. Żadne z nas nie chciało się odrywać od drugiego.
- Wybaczysz mi? Odpowiedz proszę.= błagalnie się na mnie spojrzała we łzach, otarłem je.
- Ne.
- Nie chciałam tak powiedzieć.=posmutniała.-  Powiesz jak to się stało ? Jeśli odmówisz zrozumiem.
- Wszystko wydarzyło się po modlitwie. Tata poprosił mnie żeby odmówił modlitwę przy jedzeniu, poprosiłem go wtedy o to aby chronił moją rodzinę i nie pozwolił mi ich odebrać. Gdy skończyłem modlitwę  jacyś zamaskowani ludzie z pistoletami w dłoniach weszli do nas do ogródka i zaczęli strzelać bez powodu, mój brat bliźniak ochronił mnie zasłaniając własnym ciałem. Niestety mnie nie udało im się zabić bo policja przyjechała. Od tego momentu znienawidziłem Boga i obiecałem że zabiję tych którzy odebrali mi to co miałem najcenniejsze w życiu.
- Teraz rozumiem. Przykro mi...= spuściła głowę na dół.
- Nie przejmuj się... Późno jest  a ty pewnie zmęczona jesteś. Zaniose cię.
- Nie potrzeba dam radę, czuje się źle z tym co powiedziałam.
- Przestań...
- To oni?= wzięła zdjęcie.
- Ne. Było robione przed śmiercią.= odstawiła zdjęcie i wtuliła się we mnie.
Praktycznie usypiała wtulona we mnie, zaniosłem ją do jej pokoju. Youngjae miał rację, spała tak słodko że aż żal było ją budzić. Przed wyjściem pocałowałem ją w czoło. Kładąc się spać zadzwonił mi telefon.
- Czego chcesz?= dzwonił nie kto inny jak Eric.
- Nie wiem czy usłyszałeś ale miałem dla ciebie propozycję żeby ścigać się o twoją  laskę.
- Słuchaj nie będę się ścigać o nią bo nie jest rzeczą ani nagrodą. Znajdź sobie swoją i o nią się ścigaj.= rozłączyłem się.
Jeszcze tego brakowało żebym się ścigał z tym chujem o Yumi, nie oddam jej.
ROZDZIAŁ 4
*PERSPEKTYWA YUMI*
 Mijały dni  od kiedy Yongguk mnie porwał, nic się nie zmieniło., no prawie.  Od kiedy  zraniłam wtedy Yongguka nasze relacje stały się dziwne, kiedy byliśmy sami to Yongguk mnie całował a ja nie potrafiłam mu odmówić zdarzało się to rzadko ale zdarzało. Kiedy myślałam że się zmienił to wszystko runęło  i był taki sam jak na początku zimny i bezwzględny. Tyle że teraz wiedziałam o nim więcej. Często przyglądałam mu się i widziałam w jego oczach nie tylko gniew ale i ból. Jego oczy cały czas były przepełnione bólem. Zastanawiałam się co go tak bolało, nie uśmiechał się nigdy cały czas siedział sam nie pozwalał nikomu jeździć nigdzie samemu.Pytałam się chłopaków ale żaden nic nie wiedział, żadnemu nic nie mówił.
- Dzisiaj kolejne spotkanie z Ericiem, jak coś będzie znowu do ciebie  to obiecuje że nikt mnie nie powstrzyma nawet Yongguk.=powiedział poważnym i stanowczym tonem Himchan.
- Spokojnie, po co robić aferę jak zawsze można go pocisnąć? Jesteś porywczy braciszku.
- Tak jak ty, obydwoje porywczy i nieobliczalni.= powiedział lider.
- Ty za to jesteś strasznie spokojny wobec niego.= oburzyłam się.
- Szkoda robić aferę i szkoda nerwów a poza tym jest mniej irytujący od ciebie.= czasami miałam ochotę go spoliczkować.
I znowu to samo.
- A jednak udało wam się przyjechać, miło znowu was widzieć.
- Was? Raczej Yumi nie nas.= Yongguk i Eric cisnęli się równo.
- A tak,od twojej mordy dzień się psuje.= zaśmiał się. Owszem Yongguk jest zimny i wgl. ale nie powiem że nie jest przystojny bo jest <3
- Dziwie ci sie bo jakoś ja ją widzę co dzień rano i dzień mi się nie  psuje ale jak widzę twój uśmieszek to zastanawiam się czemu sąsiedzi jeszcze żyją.= odezwał się Żelek, przybiłam z nim piątkę.
- Młody i nie wychowany to leży w naturze Banga. Jaki ojciec taka rodzina.
- Ale pamiętaj że zawsze znajdzie się dobra matka która poustawia wszystko.= uśmiechnęłam się.
- Nie pasujesz do nich kotku.
-  Kłóciłbym się.= powiedział Himchan.
- Yongguk tak jak mówiłem wcześniej proponuje wyścig...
- Dobrze.= przerwałam mu, Himchan, Jongup, Daehyun i Youngjae spojrzeli na mnie zdziwieni.- Jak wygram nie zabijesz ani Yongguka ani żadnego z jego gangu i przeprosisz każdego z chłopaków za to co o nich mówiłeś, jak ty wygrasz...
- Jak ja wygram to będziesz moja i zabiję Banga.= przerwał mi. O nie na to ci nigdy nie pozwolę.
- Ani, jak ty wygrasz to będę twoja na jedną noc i nie zabijesz Yongguka.
- Zgoda.= łobuzersko się uśmiechnął i spojrzał oczami pedofila.
- Nie ma mowy!= zaprzeczył Himchan z Yonggukiem, Zelo wziął mnie na bok.
- Wiesz że Himchan i Yongguk się nie zgodzą.
- Himchana przekonam bo on wie  jak potrafię się ścigać gorzej z Yonggukiem.
- Spróbuje go przekonać.= Zelo poszedł pogadać z Yonggukiem.
- Dobra daje  ci kotku 3 dni na przygotowanie się, ścigamy się tutaj  od 20.00.
- Ani, ścigamy się na wzgórzu o 20.00 za 2 dni.
- Kotku widzę że  naprawdę chcę spędzić noc ze mną.= lider nie wytrzymał i przywalił Ericowi  z całej siły z pięści w twarz.
 Jacyś gostkowie podeszli do nas i chcieli zabrać Banga ale nie pozwoliliśmy im.
W dormie lider nie chciał ze mną gadać, był cholernie zły.
- Nie będziesz się z nim ścigać na wzgórzu. Chyba oszalałaś.
- Zrozum że wiem co robię.= niestety nie mówiłam przekonująco.
- Dobrze się czujesz?! Chcesz się szybkiej śmierci?! Mogłaś tak od razu to bym cię zabił i nie musiałabyś się ścigać!= krzyczał.
- Daj mi szanse! Wiem co robię, umiem się ścigać!
- Masz coś z głową, zabijesz się na tym wzgórzu!
- Nie masz nic do gadania i tak będę się z nim ścigać czy tego chcesz czy nie.= chciałam wyjśc z  pokoju ale złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie.
- Mam, jesteś u mnie więc jesteś na moich zasadach. Mam ci znowu zrobić krzywdę żebyś nie pojechała?=z jego pięknych czekoladowych tęczówek zrobiły się kruczo czarne nawet ciemniejsze.
- I tak bym pojechała.
- Co ci na tym tak zależy?
- Bo nie chcę żeby was zabił ani ciebie ani nikogo.= uwolniłam się z jego uścisku i ruszyłam do drzwi. - Mam nadzieję że będziesz na tym wyścigu.= powiedziałam wychodząc.
*PERSPEKTYWA YONGGUKA*
Nadszedł dzień wyścigu. Jak chciała Yumi tak i jestem. Eric był pewny siebie jak zwykle że wygra i przeleci Yumi, to był chory pomysł.
- Czemu jej na to pozwoliłeś?= spytałem Himchana.
- Bo ona dobrze wie co robi.
- Chce ścigać się z gościem który zawsze wygrywa w dodatku na niebezpiecznym terenie.
- Wiem jaka jest Yumi, spokojnie ona umie sie ścigać i nie da sobie w kasze dmuchać.= mówił spokojnym głosem Himchan.- I teraz patrz  uważnie.= zaczął się wyścig.
Już na samym początku było widać że Yumi ma przewagę choć nie wiem jakim cudem. Ale ten debil był zbyt pewny siebie. W sumie to też bym go pokonał. Dobra jest, Wygrała. Był zirytowany jak i przygnębiony w sumie to mu się nie dziwie, też bym taki był jakbym miał spędzić noc z Yumi. Ale to i tak się nie uda bo nawet się nie odzywa do mnie ;// Mieliśmy małą sprzeczkę. Stwierdziła że jest dla mnie nikim i ją wykorzystuję a ja debil przyznałem rację ale co miałem powiedzieć? Że mi cholernie zależy na niej? Że nie chce jej stracić? Nie chcę żeby cierpiała? Że chcę codziennie móc ją przytulać i całować?  Że chcę być dla niej wsparcie? Chcę żeby uważała mnie za bliską osobą?  Żeby mnie kochała? Że  nienawidzę jej ranić i nie lubie kiedy jest smutna?  Poza tym kto by pokochał kogoś takiego jak ja. Widziałem że Yumi się ucieszyła i wszyscy jej gratulowali, nawet ten skurwiel.
- No no kotku zagięłaś mnie. A już szykowałem wszystko na wspólną noc.=  ne tej jego mordzie pojawił się uśmiech.
- No niestety ale ze mną tak łatwo nie jest, będziesz musiał się nacieszyć kimś innym.= uśmiechnęła się.
- No niestety ale chociaż buziak dostanę?= myślałem że mnie rozerwie. Na to Yumi się zaśmiała i zbliżyła do niego, Himchan się zaśmiał Zelo był zdziwiony Jongup też, Daehyun i Youngjae  wybuchnęli śmiechem a ja  miałem kamienną twarz. Ich usta prawie się stykały, jego ręce z talii Yumi leciały niżej w momencie zacisnąłem pięść.
- Tym też będzie ktoś inny musiał cię nacieszyć.= odeszła od niego, a ja  z chłopakami wybuchnęliśmy śmiechem.
- Za wysokie progi.= powiedział  dumny Daehyun.
Wszyscy poszliśmy do baru nie daleko oblać zwycięstwo Yumi, jakoś nie miałem ochoty  więc poszedłem na spacer. Usiadłem i myślałem nad wszystkim. Po chwili dumania usłyszałem rozmowę Yumi i Himchana.
- Od pewnego czasu w sumie odkąd  jesteś u nas zauważyłem jak  patrzysz się na Yongguka i zachowujesz się wobec niego inaczej niż wobec reszty chłopaków.
- Może dlatego że tylko on jest dla mnie zimny i on wami rządzi i wgl.
- Ani, to nie to. Zakochałaś się w nim prawda?
- Ja... No... Ani... Ne...=chyba się przesłyszałem....  Yumi się we mnie zakochała. To by wyjaśniało że nie sprzeciwiała się jak się całowaliśmy, jak mnie przytuliła i przepraszała, jak się wkurzyła przez dzisiejszą sprzeczkę.. Podejrzewałem tak ale szybko odrzuciłem to podejrzenie.
-  Czemu mu tego nie powiesz?
- Oszalałeś?! Nie chcę zepsuć naszych kontaktów już masakrycznie poza tym i tak nie są one najlepsze, przecież on nawet nie nadaje się do związku i nie kocha mnie.. Wiem to.= i tu się mylisz.
- Skąd wiesz że nie polepszą się? Skąd możesz wiedzieć co on czuje?  Jest jedną wielką tajemnicą dla każdego, nikt nie wie co on czuje nikomu nic nie mówi.
- Wątpie że by się poprawiły...  Gdyby mnie kochał to nie traktował by mnie jak powietrze i nie wykorzystywałby mnie...=  gdybyś wiedziała to wtedy byś zrozumiała dlaczego taki jestem...
- No niby racja ale nie znasz jego myśli... Zresztą jak pogadasz z nim  to sie dowiesz...
-  Nie umiem mu tego powiedzieć...
- To ja to zrobię..
- Ani!
- To do cholery weź się dziewczyno  w garść i pogadaj z nim, jak ci zależy...= rozmowa się skończyła a oni wrócili do baru.
Teraz wszystko nabiera sensu... Po 10 minutach siedzenia i bezsensownego myślenia wróciłem do baru.Yumi do mnie podeszła.
- Oppa możemy pogadać?
- Ne.= wyszliśmy na zewnątrz.
- Bo ja chciałam...
- Chciałem cię przeprosić za to co powiedziałem dzisiaj.= przerwałem jej.
- Bo Oppa ja..= przeszkodziła nam policja,zaczęli strzelać w naszą stronę.Pociągnąłem Yumi żebyśmy schowali się za jakieś auto, kazałem jej tam siedzieć sam natomiast wyjąłem pistolet i postanowiłem strzelać do nich. Chłopaki poszli z drugiej strony, niestety dostałem w nogę i upadłem. Nie miałem siły wstać.Yumi wzięła pistolet i podbiegła do mnie strzelając do tamtych, pomogła mi wstać i schowaliśmy się do środka chłopaki nas osłaniali.Gdy tak sb leżałem to ujrzałem że strzelał do mnie ojciec Yumi i Himchana, w sumie to nie tylko do mnie bo i do Yumi też.
- Bardzo cie boli?= Yumi starała mi się zatamować krew.
- Teraz już nie., Yumi.= spojrzała się na mnie.- Słyszałem waszą rozmowę z Himchanem przez przypadek i...
- Oppa ja tak od początku coś poczułam ;c Wiem że ty nic nie czujesz...= przerwała mi po czym spusciła głowę na dół.
- Myliłaś się.
- Jak to?= spojrzała się na  mnie.
- Saranghae.= pocałowałem ją.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się huk, to był strzał. Strzał prosto w Yumi.Zdążyłem podnieść się i złapać ją. Tym co do niej strzelał okazał się jej ojciec. Myślałem że go zabiję.W momencie wszedł Himchan i strzelił do niego, trafił mu w ramię szkoda że go nie zabił.
- Yumi, nie zamykaj oczu! Patrz się na mnie!= krzyczałem.
- Ja ciebie też kocham.
Zadzwoniłem po pogotowie,ale po chwili straciłem przytomność.


niedziela, 11 stycznia 2015

Kai,Exo. "Nie bój się mnie..."

"Najpierw poznaj potem oceniaj.."




ROZDZIAŁ1
Czas wracać do szkoły, czas wrócić do nauki wstawania na 6.00 i siedzenia 8 h w szkole albo dłużej. Czas powrotu do nienawiści do połowy osób w szkole.
- [...] Chodź na śniadanie! = usłyszałaś głos twojej mamy dobiegający z kuchni.
- Już idę!= krzyknęłaś zakładając czarne rurki.
Zeszłaś na śniadanie które bardzo szybko udało ci się zjeść. Założyłaś czarne air force, kurtkę i wzięłaś deskorolkę, twój środek transportu. Znowu widziałaś te znienawidzone twarze. Pierwsza lekcja jak by to nie było matematyka, niestety poza zajęciami artystycznymi czyli taniec były normalne przedmioty. Usiadłaś jak zwykle na swoim miejscu, niestety twoja przyjaciółka nie mogła z tobą usiąść ponieważ pani nie kazała wam siedzieć razem.
- Słuchajcie wasza wychowawczyni kazała wam przekazać że do waszej klasy dochodzi nowy uczeń.= w tym samym momencie wszedł do klasy dość wysoki szatyn.
Wszystkie dziewczyny prócz ciebie zapatrzyły się w niego jak w obrazek.
- Zajmij miejsce Kai.= wskazała na miejsce obok ciebie.
Posłusznie usiadł koło mnie. Odezwał się dopiero pod koniec lekcji
- Pokażesz mi szkołe ?
- Ne.
- Komawo, tak wgl to jestem Kim Jong in ale wolę Kai.= nowy kolega z ławki się słodko uśmiechnął.
- Miło mi jestem [....] = odwzajemniłaś uśmiech.
Po lekcji oprowadziłaś nowego kolegę po szkole. Większość dziewczyn były strasznie nachalne podchodziły i kleiły się do Kaia to było żenujące. Ostatnia lekcja nadeszła twoja ulubiona taniec, jedyny przedmiot który kochałaś wręcz. Dzisiaj każdy miał pokazać swoją solówkę żeby pani mogła wybrać kto co ma tańczyć i jaki jest wasz poziom. Kai był z tobą w grupie twoja przyjaciółka wybrała śpiew. Pokazałaś niezłą solówkę do piosenki "Rihanna- Where have you been", Kai też dał świetny występ do piosenki "Got7- Around the world".
- Świetny taniec Kai.= pani pochwaliła szatyna.
- Komawo.
Wreszcie lekcje dobiegły końca.
ROZDZIAŁ2
Po powrocie do domu wzięłaś długi prysznic, po czym położyłaś się spać.
*Stałaś w lesie, było zimno i była mgła. Nie wiadomo skąd się tam znalazłaś.Postanowiłaś iść przed siebie.Szłaś a las się ciągnął.W pewnym momencie usłyszałaś wycie zamarłaś ze strachu.Odwróciłaś się za siebie.*
- [...] wstawaj, czas do szkoły.= usłyszałaś głos swojej kochanej mamy.
- Już wstaję.= z ciężkością podniosłaś swoje 4 litery z łóżka i poszłaś do łazienki. Po około 5 minutach zeszłaś na śniadanie, potem do szkoły znowu.W szkole byłaś po 20 minutach, jak zawsze byłaś wcześniej niż wszyscy ale nie tym razem. Kai był pierwszy.
- Annyeong~=powiedziałaś siadając naprzeciwko szatyna.
- Annyeong [...].= znów jego słodki uśmiech ale tym razem miał nie czekoladowe lecz czarne oczy to było dziwne.
- Jak się podoba w szkole?
- A fajnie, tak sobie wyobrażałem dobrą szkołę.
Wasza rozmowa toczyła się o szkole, nie potrafiłaś zapytać się o nic innego. Nadeszła lekcja chemii na szczęście pani nie było i mogliśmy wyjść na dwór.  Chłopaki zaczęli grać w nożną dziewczyny usiadły przy boisku i obgadywały chłopaków który jak gra który jakie ma łydki dupę itp. Ty wraz z [imię twojej przyjaciółki] siedziałyście na takiej małej górce pod drzewem. Ćwiczyłaś jak zwykle kroki a [...] śpiewała.Nauczycielka która przyszła na zastępstwo usiadła i pisała coś natomiast  Kai błąkał się, był zamyślony i to mocno bo nie słyszał krzyków dziewczyn. To wydało ci się dziwne, Kai'a zachowanie było dziwne.Chłopaki kopnęli piłkę w jego stronę, ocknął się i uderzył w piłkę z taką siłą że piłka przeleciała całe boisko poziomo i leciała w twoim kierunku. Gwałtownie się schyliłaś, piłka odbiła się od drzewo i poleciała do przodu.
- Nic ci nie jest [...]?= przejął się Kai.
- Ani.=wszyscy popatrzyli się na  Kai'a. Jeszcze żaden chłopak nie miał takiej siły to nie było normalne.
Zadzwonił dzwonek na przerwę szatyn dość szybko zniknął z boiska. Zaczęłaś się zastanawiać co się może dziać z Jongin'em.
- Widziałaś to? To było niemożliwe, jak on to zrobił?
- Ne.= nie wiedziałaś co więcej masz powiedzieć.
- On jest jakiś dziwny mimo że przystojny.=wybuchnęła śmiechem [...]
- Wiem, muszę z nim pogadać.
Zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję. Po 5 minutach czekania na panią weszliście do klasy ale szatyn się nie pojawił.

sobota, 10 stycznia 2015

"Wreszcie będziemy razem na zawsze..."

"Jeśli miłość jest prawdziwa jest wieczna..."

ROZDZIAŁ 1
To już 2 lata odkąd Himchan odszedł ;// Tata ma mu za złe że poszedł za człowiekiem który nie szanuje innych ludzi i nie żałuje niczego, potrafi zabić człowieka za nic. Trudno mi w to uwierzyć że człowiek może być takim potworem. Tata nie lubił większości społeczeństwa ;_; Ten mu się nie podoba bo ma tatuaże i wygląda na kryminalistę, ta mu się nie podoba bo  dziwnie się zachowuje, ten jest chory psychicznie bo dużo się śmieje. Nie lubię tego w moim tacie, wszystko musi być po jego myśli. Wygląd, zachowanie. Mój tata nawet mnie chce zmienić bo nie  zachowuje się po jego myśli, on chce żebym była idealną córeczką , zachowywała się jak na 18 przystało, nie piła alkoholu nie zażywała narkotyków i nie paliła była ułożona, nie przeklinała i ubierała się jak na "damę" przystało, sukienki spódniczki itp. Ale ja taka nie będę, nie byłam i nie jestem ale trudno to tacie zrozumieć.
- Mamo, tato wychodzę!= krzyknęłam zakładając buty.
- Nigdzie nie idziesz.= powiedział tata stając przede mną.
- Ale umówiłam się a poza tym mama pozwoliła.
- No to mama pozwoliła nie ja a poza tym nie interesuje mnie to że się umówiłaś.
- Tato!
- Nie ma tato, to że jesteś pełnoletnia to nie znaczy że masz wychodzić gdzie chcesz i kiedy chcesz, dopóki mieszkasz pod moim dachem musisz się przystosować do moich zasad.
- Nienawidzę cię !! Odkąd stałeś się tym pieprzonym policjantem jesteś nie do wytrzymania !  Niektórzy nie chcą się ze mną zadawać bo córka policjanta. Mam cię dosyć.= wzięłam bluzę w rękę i wyszłam z domu.
 Miałam go serdecznie dosyć, zresztą moja mama też. Odechciało mi się z kim kolwiek spotykać więc postanowiłam się przejść, włączyłam sobie muzykę. Niestety musiałam chodzić obok ciemnych uliczek (y). W pewnym momencie ktoś zakrył mi oczy i wziął mnie na plecy. Nie wiedziałam co się dzieje, bałam się.Po chwili niesienia ktoś położył mnie w samochodzie. Cholernie się bałam, mogłam isć do pokoju a nie uciekać z domu kiedy jest ciemno.
- Nie bój się nie zrobimy ci krzywdy, chcemy tylko dać twojemu tatusiowi nauczkę.= powiedział jeden z porywaczy odsłaniając mi oczy. Jego głos był niski a oczy nie wspomnę,wystraszyłam się jak go zobaczyłam.Zaśmiał się na moją reakcję.
Rozejrzałam się  i ujrzałam młodego chłopaka, wyglądał słodko, miał niebieskie włosy, 3 to był kierowca którego niestety nie widziałam ;c. Przez cały czas czułam na sb  jego wzrok. Siedziałam skulona, nie mówiłam nic.
- Ale wiecie co ? Himchan ma niezłą siostrę.= zmarłam kiedy usłyszałam imię mojego brata.
Tak bardzo chciałam go znów zobaczyć i mocno przytulić i wiedzieć że nic mu nie jest.
Po około 1 h jazdy dojechaliśmy do jakiegoś domu, wielkiego domu który wyglądał jak jakiś zamek. Nie mogłam iść normalnie tylko musiał mnie wziąć ten którego się bałam.Cudownie.
Zaniósł mnie do jakiegoś pokoju i zamknął.
Super Yumi, naprawdę.  Zostałaś porwana, nie wiesz co się dzieje z twoim bratem i oczywiście ojciec postawi całą policję żeby mnie szukać. Mam telefon ale  pewnie nie ma zasięgu. Sprawdziłam i moje przeczucia się spełniły, nie było zasięgu na tym zadupiu. Nie miałam tak źle jak podejrzewałam, miałam normalny pokój z łóżkiem,własną łazienkę,szafą. Skuliłam się na łóżku  i zamknęłam oczy. Wyobrażałam sobie że siedzę w domu z mamą, tatą i Himchanem, śmiejemy się tak jak kiedyś tata jest normalny.  Przerwał mi ten straszny ;_;
- Tutaj masz coś do jedzenia. Masz to zjeść.= spiorunował mnie wzrokiem.
- Komawo.= powiedziałam cicho.
-  Nie jesteś podobna do brata.= usiadł na łóżku.
- Co zrobiliście z Himchanem ?! Gdzie on jest ?!= wstałam  i krzyknęłam. Tym razem strach nie wziął nade mną kontroli.
- Mała nie podskakuj.= zaśmiał się.
- Gdzie jest mój brat ?!
-  Z charakteru jesteście podobni strasznie wręcz tacy sami.= wpatrywał się we mnie.
- Odpowiedz mi !
- Ty mi rozkazujesz ?= stanął przede mnie. Był ode mnie wyższy. W momencie cała odwaga wyparowała, stałam bezbronna.- Pytam się po raz ostatni rozkazujesz mi ?= spuściłam głowę na dół.
Mocno przycisnął mnie do ściany.
- Słuchaj mała w tym domu ja rozkazuje a ty masz się mnie słuchać bo inaczej będzie gadać.= coraz mocniej przyciskał mnie do ściany i sprawiał coraz większy ból. Nie pokazywałam tego.Bawiło go to.
- Hyung przestań != puścił mnie i upadłam na podłogę, nie mogłam się podnieść. Zbyt mocno bolała mnie noga i brzuch.- Powiedziałeś że nie zrobimy jej  krzywdy.= podszedł do mnie ten słodki.- Nic ci nie jest?= spytał.
- Boli mnie noga i brzuch.= pomógł mi wstać i dojść do łóżka, ten straszny wyszedł.
- Uważaj co robisz, on ma napady złości i nie kontroluje sie.
- Chciałam tylko wiedzieć gdzie jest mój brat.
- Nic mu nie jest. Wyjechał załatwić swoje interesy.
- Chinjja ?= spojrzałam na  słodziaka.
- Ne. = od razu mi ulżyło.-   Nie przedstawiłem się, jestem Zelo.
- Miło mi jestem Yumi.
- Pewnie jesteś głodna więc zjedz.= podał mi tacę z kimchi.
- Komawo.= że uwielbiam kimchi od razu zaczęłam jeść.
- Jeśli nie chcesz jeszcze raz trafić na taką sytuację jak teraz, choć ani ja ani reszta chłopaków na to nie pozwoli ale nawet jak będziesz sama z  Yonggukiem to przestrzegaj zasad.
- Jakich ?= spojrzałam się na Zelo.
- 1. Bądź posłuszna.
- Tylko tyle ?
- Aż tyle, uwierz mi że bardzo ciężko jest być posłusznym. Wiem coś o tym.
-  Czemu mnie porwaliście ? Przecież, nic wam nie zrobiłam. Nawet was nie znam ;c= odłożyłam tace.
- Bo...
-  Dowiesz się w swoim czasie, wgl. to zapomniałbym oddaj telefon.= przerwał Zelo Yongguk.
- Nie mogę wyjąć karty SIM ? Proszę, chcę tylko muzykę.= spojrzałam się na Yongguka.
- Ani, daj telefon.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale, dawaj ten telefon kurwa.=wydarł się na mnie a  jego oczy z  kasztanowych zrobiły się kruczo czarne.
- Już.= posłusznie wyjęłam telefon i ruszyłam w stronę Yongguka.
Przez niego strasznie bolała mnie noga, oddając mu telefon zachwiałam się i przewróciłam się na niego. Złapał mnie , myślałam że zaraz mnie puści ale myliłam się.Czułam jego wzrok na sobie, chciałam jak najszybciej  się od niego oderwać ale coś mi nie wyszło dlatego że nie chciał mnie puścić.
- Może trzeba jej opatrzyć nogę bo ktoś za mocną ją przycisnął do ściany...= powiedział Zelo lekko drwiąc  z lidera.
- Zawołaj Jongupa, on jej pomoże.= wziął mnie na ręce. O_o
Nie czaję tego człowieka, wpierw drze się na mnie żebym mu oddała telefon i przyciska mnie do ściany a potem chce mi pomóc i bierze mnie na ręce (y) Zaniósł mnie do jakiegoś małego pokoju który wyglądał jak taki mały gabinet lekarski. Posadził mnie na  leżaku co mają w gabinetach xd ( nie wiem jak to się nazywa XDD ) i wyszedł. Po chwili przyszedł jakiś przystojny brunet. Nie był wysoki jak Zelo czy Yongguk.
- Annyeong, ty jesteś Yumi ?
- Ne,ty Jongup ?
- Ne.= uśmiechnął się słodko.- Co ci się stało ?
- No bo wcześniej Yongguk przycisnął mnie mocno do ściany, i niestety za mocno przycisnął moją  nogę gdzie wcześniej miałam wypadek, dostałam od kolegi z korków z całej siły w nogę i miałam zwichniętą nogę  i jeszcze mam siniaka ;_; Nie mogłam chodzić.
- To nie dobrze, a możesz mi pokazać ?
- Ne.= zdjęłam spodnie i pokazałam mu ( nie bałam się zdjąć spodni xdd ).
- Nieźle cie urządził, Yongguk to już wgl.
- Co się stało ?
- Znów masz zwichniętą nogę, ale spokojnie wyleczę cię.= sięgnął po jakieś maście i bandaże.
- Ledwo co z tego wyszłam a już mam to samo.
- Spokojnie wyjdziesz z tego.
- Komawo.= przytuliłam go.
- Nie ma za co, w końcu od czegoś tu jestem.= posmarował mi obolałe miejsce maścią jedną potem drugą i założył bandaż.
- Jesteś lekarzem ?= zaśmiał się.
- Ani, można powiedzieć że jak coś się komuś stanie to pomagam.= uśmiechnęłam się.-  Nie możesz siedzieć w dżinsach więc masz załóż dresy będzie ci o wiele lepiej.= dał mi fajne dresy <3
- Komawo ;* = założyłam dresy, potem zaniósł mnie do pokoju.
- Jak coś się będzie działo to wołaj.= wyszedł, a ja zasnęłam.
ROZDZIAŁ 2
Nawet nie wiem  kiedy zasnęłam. Ktoś mnie chyba przykrył bo o ile pamiętam to zasnęłam odkryta ale nie ważne XDD Na stoliku stało śniadanie.Gdy odwróciłam głowę przestraszyłam się.
- Annyeong Yumi.= słodko uśmiechnął się szatyn siedzący na skraju łóżka.
- Annyeong.
- Mianhe, nie chciałem cię przestraszyć.
- Nic się nie stało.= uśmiechnęłam się.
- To dobrze, tak wgl. to jestem Youngjae.
- Miło mi.
- Mnie też <3 Skoro już się obudziłaś to radziłbym ci zjeść śniadanie i to szybko bo się  Yongguk nieźle wkurzy.
- A co się stało ?
- Mamy robotę i nie mamy czasu a nie możesz zostać tutaj sama.
- Ok.= zaczęłam jeść, w tym samym momencie do pokoju wszedł Yongguk.
- Jeszcze nie zjadłaś ?!= krzyknął.
- Ani, dopiero wstałam.=spuściłam głowę na dół.
- Kazałem ci ją obudzić tak ?!
- Tak ale nie mogłem bo tak słodko spała i...
- Nie interesuje mnie to że słodko spała ! Miałeś ją kurwa obudzić ! Nie mamy czasu.
- Daj mu spokój.= odezwałam się.
- Co ?
- Nie krzycz na niego.= podniosłam głowę i spojrzałam się w czarne tęczówki przepełnione gniewem.
- Bo co ?
- Sam mogłeś przyjść i mnie obudzić a nie wysługiwać się innymi.
- Jak bym ja cie miał mała obudzić to  już dawno leżałabyś na podłodze i zwijała się bólu.
- Przynajmniej nie  krzyczałbyś na niego.
- Mała coraz bardziej zaczynasz grać mi na nerwach.
- To moja pasja wybacz.= odłożyłam tace z jedzeniem i wstałam.
- Uważaj na słowa bo możesz ich potem żałować.= złapał mnie mocno za rękę.
- Zostaw ją ! Ma rację.= Youngjae wstał, w tym momencie do pokoju wszedł  Himchan.
- Hyung zostaw ją.= wszyscy spojrzeli się na mojego brata.
- Himchan!= krzyknęłam uradowana, Yongguk mnie puścił.
- Co ona tutaj robi ?! = Yongguk wyszedł z pokoju, zanim poszedł Himchan.
- Wszystko okej ? =spytał Youngjae.
- Ne.= nie nic nie jest okej.
- Nie potrzebnie stanęłaś w mojej obronie.
- Przestań, nic mi się nie stało a ja nie pozwolę na to żeby darł się na ciebie.= zakręciło mi się w głowie, powoli upadałam ale Youngjae mnie złapał.
- Yumi, co jest ?
- Nic, po prostu zakręciło mi się w głowie.
- Dasz radę wstać ?
- Ne.= starałam się wstać ale no niestety nie udało mi się dzięki Yonggukowi ;//
- Chodź pójdziemy do auta, tam już jest Zelo, Jongup i Daehyun.= wziął mnie na ręce.
Chwilę potem siedziałam obok Zelo i Jongupa.
- Jak noga ?= spytał Jongup.
- Może być.
- Przed chwilą  upadłaby != krzyknął Youngaje.
- Wiedziałem, jesteś słaba i dlatego.= powiedział Jongup.
- Dam rade.= do auta wsiedli Himchan i Yongguk.
Nagle wszyscy zamilkli. Przez całą drogę nikt nic się nie odzywał. Yongguka i moje spojrzenia się spotykały co jakiś czas, nie miał czarnych kruczych oczu tylko już swoje czekoladowe. Byliśmy na miejscu po 30 minutach. Musiałam siedzieć w aucie. W pewnym momencie jakiś gościu wyciągnął mnie z auta.
- No prosze prosze  nowa zabaweczka Yongguka.= zaśmiał się brunet stojący na przeciwko chłopaków.
- Zamknij sie.= wkurzył się Himchan.
- Ooo a moż nie ? Każdą dziewczyną tylko przeleci i ją zostawi.
- Skąd wiesz jakie ma plany wobec mnie ?
- Bo widzisz kotku on tak robi z każdą bez wyjątku, nie potrafi znaleźć dziewczyny na stałe. Woli przelecieć  i zostawić najprostsze wyjście.Ale wiesz kiedy cie zostawi ja chętnie się tobą zajmę.= łobuzersko się uśmiechnął.
- Nie będzie takiej  potrzeby bo Yongguk ma inne plany w stosunku co do mnie.= uśmiechnęłam się.
- Oj zaczynasz mi się podobać.= Himchan ruszył do niego ale Yongguk go powstrzymał.- Czyżby Himchan był zazdrosny ? Jak smutno.
- I tak nigdy nie będzie twoja!= krzyknął.
- Skąd wiesz to przyniesie przyszłość ?= zaczął mnie irytować ten gościu.
- Bo jest moja.= odezwał się Yongguk.
Zatkało mnie kiedy on to powiedział. Skłamał mu żeby się odczepił. Na pewno.Tak myślę. Tak jest. Gówno prawda! Chcesz być jego! Podoba ci się! Tysiąc myśli na minutę.
- Tylko do ruchania ma się rozumieć ?= ale on go prowokował, ale to nie jest fair! On mu takie teksty wali a ja normalnie  z nim gadać i to mnie przyciska do ściany -.-
- Zamknij morde!= krzyknął wkurzony na maksa Himchan.
- Bo co ?
- Bo dostaniesz w nią za twoje słowa. Znajdą się takie osoby od których kiedyś dostaniesz.= powiedziałam spokojnym tonem podchodzą do chłopaków i ogarniając Himchana.
- O to akurat się kotku nie musisz martwić.= podszedł do mnie.
- Bo masz obstawę i dlatego, ale nadejdzie taki dzień w którym będziesz sam.
- Poradzę sobie.= przycisnął mnie do siebie.